ELVIS ŻYJE 

_

_

Na garażowej wyprzedaży

ktoś wystawił

kilka kartonów zdjęć

kaset

i płyt 

Elvisa

pewnie spadek po ciotce

wiernej fance …

nikt niczego nie kupił

teraz to już tylko

jarmarczna atrakcja

Elvis  żyje

lecz umiera

po kawałku    

oto znów odeszła

jakaś Jego

część

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: wł.

CHŁOPAKI 

_

Co robisz tato ? – spytała

pracuję – odrzekłem

ale masz chwilę ?

jasne

bo wiesz

byliśmy wczoraj

na tym pikniku

i wyszło …

straszna rzecz …

no nie mogłyśmy dojść do ładu   

z chłopakami    

oni w kupie są strasznie 

dziecinni

jakby mieli po osiem

a nie po osiemnaście

lat

no koszmar … czy to się kiedyś 

zmieni ?

cóż – powiedziałem

jak wiadomo

chłopcy dorastają 

nieco później  

dajcie im tylko 

trochę czasu

maleńka

trzeba im tylko

trochę czasu

i tyle … 

mam nadzieję – westchnęła 

i wyszła 

a gdy zamknęła za sobą drzwi  

wyjąłem spod tyłka

mój miniaturowy łuk

na wykałaczki

mucha siedziała 

tam gdzie wcześniej 

i patrzyła na mnie

ok – szepnąłem     

mój ruch       

bicz

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: OLGA DYŻAKOWSKA  /Chłopaki/  

NIEZWYKLE SPOKOJNY GOŚĆ  

_

_

S. powiedział mi kiedyś 

że mężczyzna

w obecności kobiety

nigdy nie powinien gonić

piłeczki pingpongowej

skaczącej po podłodze

nie ująłbym tego

lepiej

bitwy które toczę

bywają brutalne  

a porażki 

głupie 

to nie dla Twoich

oczu …

ten zewnętrzny polor

który widzisz

to tylko lśniąca zbroja

w jaką się zakuwam 

by chronić Cię przed zgiełkiem

batalii 

toczących się w środku

ja częściej niż myślisz

wykłócam się z Bogiem

ale to tylko wtedy

gdy zostajemy

sam

na Sam.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

paint: Andrea Kowch “Runaway”

CO POWIE TATA ?

_

_

I co

moja mała ?

pewnie myślisz

że jak już masz

te 18 lat

to teraz się skończy

prowadzenie za rączkę

dmuchanie na zimne

mówienie jak żyć ?

nic z tego

nie zmieni się nic

zapewne do czasu

gdy prędzej czy

później

zamienimy się

rolami

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

piosenka w tle : Natalia Kukulska “Co powie tata”

tekst: Jerzy Dąbrowski,

muzyka: Jarosław Kukulski.

WIZYTA

_

_

No

cześć

wpadłem na chwilę

pogadać

wiem

że przeszkadzam

i wcale za to nie

przepraszam

nikt ci tego nie mówi

bo nikt nie śmie

ale ja ci powiem

że pisanie tych wierszy

jest delikatnie mówiąc

głupie

i mało męskie

wiesz

gadanie o uczuciach

i o kwiatach na łące …

strata czasu

do tego w twoim wieku

człowieku

mężczyzna powinien

mało mówić

robić swoje

jak kot

powściągliwy i obojętny

na atencję

jaką darzy go świat …

i nie rób tych twoich

min

to ja zdecyduję

jak długo tu zabawię

idź do innego pokoju

użalać się

nad sobą

najlepiej napisz

jakiś wiersz…

aha

przyniosłem ci kleszcza

w prezencie

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: Melvin z wizytą.

KUCHARKA Z PORT-AU-PRINCE 

_

_  

Stałem obok niej

i patrzyłem 

jak na małej żeliwnej patelni

zamienia cebulę w złoto

gdy miałam 15 lat – powiedziała

nie wiedziałam co z sobą począć 

matka radziła mi wtedy

“zostań kucharką

przynajmniej nigdy nie będziesz

głodna”

chwilę to trwało 

nim pojąłem   

że tutaj      

takie słowa 

to błahy żart    

ale tam

to walka o życie 

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: autor nieustalony

prawdopodobnie slumsy w Port-au-Prince (Haiti)

WIEWIÓRKA

_

_

Pies leniwie powłóczył łapami

i nawet nie uniósł  łba

gdy ścieżkę przed nami przebiegła 

młoda wiewiórka

(nic co jest mniejsze od dzika

nie burzy jego spokoju)

ja przystanąłem na chwilę 

bo jej widok 

tej wiewiórki 

zwyczajnie mnie zachwycił

zaś kot 

który najczęściej 

drepcze gdzieś z tyłu

za nami

wyrwał się nagle do przodu

w trzech susach 

lecz zaraz odpuścił

bo rzecz jasna 

w bieganiu po drzewach 

wiewiórki nie mają 

sobie równych

w tej jednej 

krótkiej sekundzie 

wszyscy troje

pies

kot

i ja

każde z nas z osobna

zachowaliśmy się 

jak należy

zachowaliśmy się godnie

zgodnie z algorytmem 

wszechrzeczy

tak jak nas stworzono

i poszliśmy dalej

a Matka Natura

tymczasem

strzepnęła okruch z fartucha 

i uśmiechając się lekko

doprawiła to wszystko

szczyptą słońca i 

miarką zieleni

najwyraźniej spokojna 

i dumna 

ze swych dzieci

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot. wł.

NIESWÓJ 

_

_  

Podlewałem rabatki

gdy nagle

wzdłuż naszej ulicy

rozdzwoniły się blaszane

skrzynki na listy

i na moim podjeździe

zjawiło się kilku znajomych 

co to akurat byli

w okolicy

na motorach

odziani w czarne skóry

z przepaskami we włosach

i w pancernych buciorach

operatorzy koparek

betoniarze – zbrojarze

spawacze 

łapy jak bochny chleba

dziwne tatuaże… 

niskie tony tłumików

pełzały po asfalcie

by nagle zryć powietrze

rykiem przygazówek

a gdy zgasły silniki 

wokół zaległa

cisza

żaden pies nie zaszczekał

poznikały gdzieś ptaki

w co niektórym oknie

lekko drgnęła firanka

lecz poza tym 

nic

cisza

odstawiłem konewkę

i wyszedłem do nich

i przez pół godziny

wśród rubasznych śmiechów

i gromkich okrzyków  

gadaliśmy o sporcie

Harleyach

o pogodzie

lecz 

dziwna rzecz 

przez cały ten czas

kiedyśmy tam stali

byli ode mnie 

jacyś wyżsi 

głośniejsi

bardziej męscy

hardzi 

i na luzie

rzadko kiedy mogłem 

dokończyć jakieś zdanie

klepali mnie po plecach

przybijali żółwika

lecz coś w ich postawie

zdawało się mówić 

“fajny z ciebie 

gość

ale wiesz

tak naprawdę 

nie jesteś jednym z nas

kolego …”

a kiedy odjechali

gdy już opadł pył 

jakiś ptak w zaroślach

zaćwierkał nieśmiało 

i z domu naprzeciwko

wyszedł sąsiad

ten lekarz

co gra na fortepianie

w pewnym jazzowym klubie

i jego przyjaciel 

ten co jest kucharzem 

i znanym z telewizji

ekspertem od win

i byli jak zawsze 

niezwykle uprzejmi

a jednak wyczuwalnie 

niedostepni

gładcy

wykwintni

zadbani

bez cienia szorstkości

krótko mówiąc

z pewną klasą 

uśmiechali się do mnie

zapytali jak leci

i w ogóle …

jednak coś w ich postawie

zdawało się mówić 

“fajny z ciebie 

gość

ale wiesz

tak naprawdę 

nie jesteś jednym z nas

sąsiedzie …”

pokręcili się chwilę

a potem bez słowa

zniknęli w ogrodzie …

no to

i ja

poszedłem do domu

bo co tu tak będę 

sam

stał 

na tej ulicy?

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Marius van Dokkum  “Lentebriesje” (wiosenna bryza)