TWARDZIELE

 

 

Najpierw wielki

dorodny gołąb

z całym impetem uderzył w szybę

zgubił kilka piórek

ale się pozbierał

i uciekł

a potem młody krogulec

który go ścigał

wpadł do salonu przez uchylone okno

i zaczął się tłuc po ścianach

aż wreszcie

kątem krogulczego oka

dostrzegł lustro

to nad fortepianem

a w nim kawałek nieba

jego jedyny

jak sądził

ratunek

ruszył w to lustro jak strzała

by już chwilę potem

lec bez życia na plecach

na tym błyszczącym parkiecie

z rozrzuconymi skrzydłami

wyglądał jak godło

tyle że bez korony

taki piękny ptak

i taki martwy

„O urwał !”

„Ale przyjepał !”

„Kark urwał skręcony !”

wołano

Mario

najdzielniejszy z nas wszystkich

podszedł i złożył mu te skrzydła

tak jak się składa wachlarz

a potem

podtrzymując palcami

jego bezwładny łepek

wyniósł go przed dom

i ułożył na trawie

„Tak kończą ptasie móżdżki”

„Pewnie chińska tandeta”

„Mario

wypchaj go sobie !”

„Sam się weź i wypchaj !”

„Hehehe !”

„To spróbuj techniki dziób – usta !”

„Hahaha !”

„Hehe !”

sami urwał twardziele

jak gdyby nigdy nic

powróciliśmy do środka

gwarząc jak zwykle wesoło

o sporcie

o kobietach

o życiu

i tylko czasami

ten i ów

ukradkiem spoglądał na trawnik

że niby tak od niechcenia

i jakby przy okazji

aż wreszcie za którymś razem

krogulca tam nie było

po chwili dostrzegliśmy go w sadzie

jak lekko jeszcze pijany

halsuje między drzewami

powracając do życia

i znika

odetchnęliśmy

wszystkim nam ulżyło

tona granitowych głazów

spadła z naszych serc

a piwo znowu

zaczęło nam smakować

choć żaden nic nie powiedział

i nie dał nic znać po sobie

tacy z nas urwał

twardziele

.

 

DLACZEGO KRZYŻ ?

Najbardziej lubię małe

stare wiejskie kościoły

do których przychodzą

kobiety w kolorowych chustach

i odświętnie ubrani chłopi

przygięci do ziemi

zgarbieni

jakby wciąż jeszcze szli

za pługiem

przynieśli jajka dla proboszcza

i złotówki dla organisty

sękate palce sięgają

kamiennej kropielnicy

rzekomo najczarniejszego snu

bakteriologa…

a oni wciąż żyją

wyślizgane podeszwami granitowe stopnie

zadymione szklane kandelabry

które prawie nie dają światła

i powietrze nasiąkłe zapachem

dębu

kamienia

i tysięcy wypalonych tu świec

stoję w mroku

i czuję się jak w portalu

który katapultuje ludzi

do lepszego świata

oni w To wierzą

a ja im zazdroszczę i myślę

jak pięknie byłoby w To wierzyć

o ile znośniejsze

byłoby życie…

lecz mniejsza o to

chodzi o krzyż

narządzie tortur

i znak nadziei

ich i moi przodkowie od wieków

rodzili się pod tym znakiem

żyli

jedli

spali

kochali

i umierali

i chyba tylko słońce było zawsze

tak samo wieczne

i równie niezmienne

i zawsze

bez przerwy przy nich

obecne

a kto by się kłócił

ze słońcem ?

ich wiara

to jedyna mi znana

tak uniwersalna bajka

która zdaje się rozstrzygać

wszystkie dylematy

jedyny moralny stelaż

na którym da się ułożyć

wszelkie możliwe platformy

a dzwon

każdego dnia

od stuleci

zwołuje tych ludzi

by chociaż przez chwilę

byli w tym samym miejscu

robili to samo

i byli jednym

może to nie jest

najlepszy przepis na życie

ale pokażcie mi coś

cokolwiek

co ma większy sens

oto dlaczego

ja wam nie pozwalam

zdjąć tego krzyża ze ściany

w szpitalu

w magistracie

na szkolnym korytarzu

zostawcie go

przejdźcie obok po prostu

jakby to była paprotka

gaśnica

albo przycisk do windy

przecież on jest wam

obojętny

a dla mnie to godna czci

prastara tradycja

która sprawia

że trwamy

na moje sceptyczne oko

człowiek póki co

i tak nie wymyślił nic lepszego

i nawet jeśli takie

objaśnianie świata

jest iluzją

to przecież musiało nabrać mocy

swoją odwiecznością

która się tak trwale

pieczętuje

w historii ludzkości

odciskiem

tych miliardów ust

szepczących

mówiących

krzyczących

najbardziej przecież znane

słowo świata

Jezus

.

 

JEDYNAK SYJAMSKI

 

 

Choćbym nie wiem co robił

zawsze będę tym facetem

którego widzę w lustrze

nie żeby mi to szczególnie

doskwierało

ale czasem myślę

że choćbym nie wiem co robił

jestem na niego skazany

muszę go zawsze znosić

z jego dylematami

w tych jego wyszukanych

pozach

kiedy jest pijany

i kiedy się poci

gdy ciska przedmiotami

i gdy się nie odzywa

albo gdy gada zbyt wiele

i muszę słuchać tych jego

żarcików

jak tylko się odezwę

od razu go słyszę

ciągle trzyma łapy

w moich kieszeniach

i wciąż mi dosładza kawę

choć doktor powiedział …

mniejsza o to

w każdym razie

czuję się czasem

jakby mnie obłapiła

lepka ośmiornica

i znikąd pomocy

żadnej szansy by wyjść z siebie

i spojrzeć na siebie

z lotu ptaka

cóż za nieprzyjemna

duszna

sytuacja

być może psychiatrzy mają

jakąś fajną nazwę

dla tego dziwnego rodzaju

ataków klaustrofobii

ja wiem jedno

jak umrę

i znowu się obudzę

a on tam będzie

to się chyba

zabiję

.

CISZA PO BURZY

 

 

 

Gdy ból

jak wściekły pies

szarpie na Twoich oczach

bliską Ci osobę

krzykiem go nie przegonisz

we łzach go nie utopisz

wiem

bo próbowałem

gdyby istniała dźwignia

za pomocą której

mógłbyś to wziąć na siebie

wyrwałbyś ją z pulpitu

tak byś szarpał

lecz takiej dźwigni nie ma

więc negocjacje

gotów jesteś zdjąć z siebie

swoją własną skórę

i oddać ją ubogim

a już chwilę potem

grozisz niebu

wychodzisz przed dom buńczucznie

zakasując rękawy

będziesz gasić słońce

chmury rozdmuchasz jak pierze

ocean wychłoszczesz kijem

lecz Twoje 90 kilo

i Twoje silne ręce

nawykłe do ciężkiej pracy

nie znaczą nic

nawet w furii

a Twój intelekt

jest jak ziarnko grochu

właściwie to go nie ma

opadasz z sił

zanim ten kij znajdziesz

a serce

pękło na 1000 kawałków

i każdy kawałek z osobna

płacze…

co jest dalej nie wiem

została uzdrowiona

łaska i opamiętanie spłynęły na okolicę

jak ulewne deszcze

korytem rzeki płynie czyste życie

powracają ptaki

Boże

teraz mi wstyd

że niektóre sprawy

trzeba mi objawiać

w ten sposób

powinienem wiedzieć

powinienem widzieć

lecz ja miewam jak wielu

zupełnie bez sensu

gałki oczne skierowane

źrenicami do środka

.

 

ŻYWIOŁY, CZYLI O PORZĄDKU RZECZY

Ja jestem zrobiony

z wody

wszystko się we mnie

przelewa i chlupocze

trzeba mnie podlewać i nasączać

czasem gdzieś wsiąkam

i długo mnie nie ma

a na mrozie zamieniam się

w sopel

i jestem zrobiony

z powietrza

zapowietrzam się

psykam i świszczę

można mną napompować balon

a rzucony w ocean

nie tonę

no i jeszcze

bywam żywym płomieniem

płonę żądzami

lub nienawiścią

tego drugiego się wstydzę

i wtedy płonę rumieńcem

żywioły tańczą we mnie

czasem dochodzi do bójek

bo żywioły

jak sama nazwa mówi

to żywioły

woda

powietrze i ogień

walczą o mnie

i tak będzie do czasu

aż pogodzi je

ziemia

.

PROFESOR I PANNA

 

 

 

 

– Lepiej odejdź

odejdź

co ty tu w ogóle robisz

dziewczyno ?

ja się czuję

jakbym w szopie na węgiel

więził Rajskiego Ptaka

nigdy nie spotkałem kobiety

piękniejszej od Ciebie

przysięgam

ty lepiej leć

fruń

szybuj pod niebiosa

z równymi sobie

z białymi smokami

i z aniołami

przecież najwięksi herosi

będą Ci jedli z ręki …

– Kto ?

Adonis z tytanowym sześciopakiem ?

Apollo z oczami jak niebo ?

Herkules z torsem ze stali ?

czy hebanowy John

z tęgim

mocarnym pytonem

u pasa ?

wszystkich ich miałam

jak tylko chciałam…

– A gruby milioner

co by Ci wyspę kupował

na każde urodziny

albo atol ?

– Miałam i jego

– No a… książę

na białym rumaku ?

– Tych było ze czterech

i teraz już wiem że wolę

każdego ranka

budzić się obok kogoś

kto kiedy już skończy kaszleć

będzie miał coś ciekawego

do powiedzenia

kto mnie oczaruje

promieniem słońca złapanym

w karafce z wodą

i kto wie

że przechadzka to po czesku

procházka“

a „sokol stěhovavý”

to wędrowny sokół – najszybsze zwierzę świata

a kiedy będzie mi smutno

i sama nie będę wiedziała

co mi jest

to Ty będziesz wiedział

i mi powiesz

i jakoś temu zaradzisz

nigdy więcej

nie będę się bała

nigdy więcej

nie będę się chować pod kocem

i płakać w poduszkę

Ty zadbasz

bym nie musiała

przytulisz mnie do serca

tak zwyczajnie

bez napinania klaty

a poza tym…

wiesz…

straszny tu masz bałagan

ktoś to powinien posprzątać

ktoś musi podlewać kwiaty…

– Hmm

no cóż…

zostań zatem.

.

 

KONCERT ŻYCZEŃ

 

„A teraz

jak w każde niedzielne popołudnie

zapraszamy

na nasz Koncert Życzeń” …

tamten świat

wydawał się być

taki poukładany

i taki bezpieczny

pełen prostych zasad

zamieszkały wyłącznie

przez prawych i zacnych ludzi

„Ukochanej mamie i babci

stu lat w zdrowiu

i wszelkiej pomyślności

życzą

Grażyna z mężem

brat Kazimierz z rodziną

i kochający

Jurek z wojska …”

tamten czas

był tak cichy i godny

i taki sprawiedliwy

przemijał niespiesznie

a wszelkie wojny i zawieruchy

wydawały się czystym

nieprawdopodobieństwem

„W tę piękną rocznicę

dla naszych dostojnych jubilatów

na prośbę córki Marioli

Kawiarenki zaśpiewa

Irena Jarocka …”

mam nadzieję

że wszystkim się spełniło…

a może

tamten świat

gdzieś jeszcze istnieje

a może

tamten czas

wciąż leniwie kuśtyka

i to jedynie nas

takich jak wtedy

już nie ma ?

.

TWÓJ PROFIL

 

 

 

Czasem zaglądam do salonu

w którym stoją

nowiutkie Ferrari

Maserati

i Bentleye

(salon to nie byle jaki

kawa smakuje tam wybornie

a automat sprzedaje colę

wyłącznie w oryginalnych

szklanych butelkach)

nie żeby było mnie stać

na takie auto

nawet bym chyba nie chciał

nie wiedziałbym jak to prowadzić

bałbym się dotknąć gazu

ja tam zaglądam po prostu

by choć na chwilę zapomnieć

o brzydocie tego świata

poczuć delikatny powiew

absolutu

perfekcji

akuratności

popatrzeć na te cacka

które są tak ładne

i zawsze wypolerowane

bo to mnie zwyczajnie

podtrzymuje na duchu

z tego samego powodu

dokładnie w tym samym celu

zaglądam czasami

na Twój profil

by pooglądać zdjęcia

nie żebyśmy się znali

nawet bym chyba nie chciał

nie wiedziałbym jak z Tobą

rozmawiać

bałbym się dotknąć Twej dłoni

ja tu zaglądam po prostu

by choć na chwilę zapomnieć

o brzydocie tego świata

poczuć delikatny powiew

absolutu

perfekcji

akuratności

zobaczyć kogoś

kto jest tak ładny

i zawsze się uśmiecha

i to mnie zwyczajnie

podtrzymuje na duchu

.

PIEPRZONY JASNOWIDZ

 

 

 

„Skąd ty wiesz takie rzeczy

skąd ty to możesz wiedzieć… ?” – spytała

„Cóż

sprawa jest prosta

to te wszystkie lata

spędzone w kawiarniach”

„To i o mnie zapewne wiesz wszystko ?”

„Mam Cię jak na talerzu

a i o TYM

no wiesz…

też wiem …”

„A pocałuj mnie w dupę !” – zawołała

jego oczy rozbłysły

jak małemu chłopcu

na myśl o karuzeli

.