FRANCUSKA PRZYJAŹŃ

 

„Masz ochotę na loda ?” – spytała Florence po obiedzie

Nie wiedział co odrzec

Widząc jego zmieszanie

roześmiała się szczerze

tak samo jak przed laty

„Kiedy byłeś młody” – powiedziała

za loda

sprzedałbyś duszę

pamiętasz ?”

„Jasne”– odezwał się w końcu

„I nie raz sprzedałem

Pamiętam także

to upalne lato

na plaży w Benodet

Po zachodzie słońca

palcami obu dłoni

delikatnie chwytałem

muszelkę

bardzo ostrożnie

i czule

sprawdzałem

czy szumi w niej pieśń

oceanu

pamiętam że Toje wargi

drżały w bujnym zachwycie

nad poetycką giętkością

zawiłego języka

przyjaźni

i pamiętam jak nieme

i wilgotne od wzruszenia

prosiły o jeszcze

i jeszcze

i jeszcze… ”

„Ty stary draniu” – przerwała mu nagle

„Nic się nie zmieniłeś

pięciu zdań ci potrzeba

by rozebrać kobietę”

Westchnęła

i z zamrażarki

wyjęła pudełko

lodów

Serce wciąż jej biło…

.

 

.

PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA

 

 

Mały chłopiec biega po supermarkecie

 

i krzyczy

 

maaamaaa !

 

rzecz jasna mama się znajdzie

 

już ją słychać gdzieś

 

między regałami

 

blondyna z ochrony też ma sprawy na oku

 

będzie OK

 

lecz malec

 

jeszcze o tym nie wie

 

diabli wzięli heroizm

 

i naturalną u chłopców

 

dumę wojownika

 

cóż z tego

 

że pokonał smoka

 

latał w kosmos

 

i kosił zastępy…?

 

to wszystko nic

 

w porównaniu z tym teraz

 

łzy jak grochy

 

ciekną mu

 

po czerwonej ze strachu buzi

 

posikał się w porcięta

 

nie może złapać powietrza

 

teraz już trudno zrozumieć co krzyczy

 

biegnie jakby płonął

 

sam we wszechświecie

 

jest czystą bezradnością

 

samotnością

 

i strachem

 

a ja wiem

 

że bez względu na to

 

jak dobrze gram twardziela

 

tak właśnie

 

dokładnie tak bym wyglądał

 

gdybyś mnie

 

opuściła

 

.

TRELLEBORG 2017

 

Abdi spędził dzieciństwo

 

w smutnym spalonym mieście

 

w smutnym spalonym kraju

 

na skraju pustyni

 

na pograniczu śmierci

 

i obłędu

 

w kleszczach permanentnego

 

wyniszczającego głodu

 

Na dobrą sprawę

 

pierwszą rzeczą jaką zobaczył

 

w wolnym

 

zachodnim świecie

 

była ta stacja benzynowa przy porcie

 

w szwedzkim Trelleborgu

 

I to było cholera

 

coś …

 

Kierowca

 

nie domknął drzwi autokaru

 

i olśniony Abdi

 

ujrzał gabloty

 

w jasno oświetlonym wnętrzu

 

butiku

 

Ten widok go oszołomił

 

jakby zajrzał do wnętrza

 

świątyni

 

a ów wysoki blondyn w błękitnej koszuli

 

stojący za kasą

 

(chłopak w jego wieku)

 

wydał mu się kapłanem

 

aniołem

 

albo i samym…

 

Bogiem

 

„Jakże to ? – myślał Abdi

 

To tak można ?

 

Tyle jedzenia w jednym miejscu

 

i nikt się na to nie rzuca ?

 

Tyle słodyczy

 

kanapki z mięsem

 

i z najprawdziwszą sałatą ?

 

Pełen kosz jabłek

 

za który w jego ojczyźnie

 

wiódłby żywot króla

 

i woda

 

woda

 

całe regały butelek

 

z wodą czystą jak kryształ

 

I nie pilnują tego

 

uzbrojeni ludzie ?

 

I nikt do nikogo nie strzela ?

 

To musi być Raj

 

i to musi być prawda

 

że oni tutaj jędzą

 

trzy razy dziennie …

 

Do Abdiego dotarło nagle

 

jak smutne i jałowe

 

jak ubogie było

 

życie

 

jego

 

i jego bliskich

 

Stanęła mu przed oczami

 

matka

 

co umarła tak młodo

 

ojciec

 

który nigdy w życiu

 

nie spróbował cukru

 

siostry

 

które jadły najmniej

 

bo najmniej pracowały

 

i jego osioł Ada

 

prawdziwy przyjaciel

 

który nie umarł z głodu i pragnienia

 

tylko dlatego że wcześniej

 

rozerwała go mina

 

biedny Ada

 

biedny

 

stary

 

kochany Ada

 

na widok soczystego trawnika

 

na skwerku obok tej stacji

 

dostałby zapewne

 

pomieszania zmysłów…

 

Abdi poczuł nagle

 

rozdzierający żal

 

i wściekłość

 

nienawidził Somalii z całego serca

 

nienawidzę

 

nienawidzę

 

nienawidzę

 

powtarzał

 

nienawidzę Somalii …

 

potem się zachłysnął i…

 

zaczął beczeć

 

i beczał

 

i chlipał

 

dziecięcym sposobem

 

choć już męskim głosem

 

a na czarnym

 

młodzieńczym wąsie

 

zabłysł żałosny

 

szczenięcy glut

 

„A temu co ?” – zapytał kierowca

 

„Tęskni za domem

 

tęskni za swoim krajem …

 

to musi być straszna tęsknota… ” – powiedziała pani psycholog

 

magister specjalistycznej

 

edukacji i integracji

 

w urzędzie miasta

 

w Trelleborgu

 

.

VALBORG

 

Po zimie

 

spędzonej w moim pokoju

 

aloes jakby się skurczył

 

i stracił kolory

 

więc dziś rano

 

tak jak stał

 

z donicą

 

wyniosłem go na taras

 

w pełne słońce

 

Z początku

 

chyba go bolało

 

lecz potem upiwszy się światłem

 

był wielce rad

 

i wesół

 

Wiosna

 

wiosna – powiadam !

 

Sąsiad zawisł na parkanie

 

„Twój kot przyłazi do mnie”

 

i sika w moje rabatki ! ” – woła

 

kurdupel

 

jestem pewien że stoi

 

na kosiarce do trawy

 

„Pogadam z nim jak wróci” – obiecuję

 

Wiosna

 

wiosna – powiadam !

 

„Jaja sobie robisz ?” – pyta sąsiad

 

„Nic z tych rzeczy

 

Dziś jest Noc Walpurgii

 

na wydmach przy zatoce

 

na niebosiężnym stosie

 

spłoną zimowe zatargi

 

dym przegoni złe duchy

 

stańmy ramię w ramię

 

w blasku ogniska

 

jak Wikingowie z dziada pradziada

 

z czaszką piwa w łapie

 

i zaśpiewajmy z innymi…

 

Våren

 

våren – säger jag !”

 

„Ty nie jesteś Wikingiem” – mówi

 

„No to będę

 

już po czwartym piwie”

 

„Ale … z dziada pradziada ?”

 

„To

 

po ósmym”

 

„Jesteśmy umówieni… !”

 

Aloes tryska zielenią

 

Wiosna

 

wiosna – powiadam !

 

.

TO TWOJE

Ten dom

urządzany tak długo

z pietyzmem

te wypucowane auta w garażu…

to nie Twoje

Ten ekspres co parzy kawę

jaką zechcesz

w piętnaście sekund

elegancko

bez rozmoczonych filtrów

co się rozłażą zawsze

w połowie drogi do kosza…

to nie Twoje

Ten kapelusz znanego aktora

ze znanego serialu

kolekcjonerski rarytas

zamknięty w szklanej gablocie

te dziesięć zegarków

kosmiczny komputer

i łódka w przystani…

to wszystko nie Twoje

to wypożyczone od świata

tylko chwilowo u Ciebie

jak banknot

lub jak ten fortepian

Yamaha

dziś tutaj

lecz wkrótce pewnie w innym

zupełnie obcym domu

To wszystko tymczasowe

i naprawdę

nie Twoje

Lecz kiedy siedzisz w kuchni

a córka podejdzie od tyłu

obejmie Cię mocno

kładąc Ci brodę na ramieniu

i powie

„Ech tata

a pamiętasz jak razem

łowiliśmy ryby ?” …

to Twoje

Jak krztusisz się

krakersem

a żona patrzy na Ciebie

i mówi

„Musisz gryźć dokładniej

ty stary pierdoło…”

lecz w jej oczach widzisz

autentyczną troskę i strach…

to Twoje

I jeszcze jak możesz

pójść wieczorem na plażę

stać po kolana w wodzie

i patrzeć jak mewy walczą z wiatrem

pokrzykując te swoje

ija ija ija ! …

to Twoje.

.

 

WYSTARCZY BUTELKA DOBREGO WINA

Nie życzcie mi

żebym miał wszystko

by się powiodły wszystkie

moje interesy

by ludzie mnie kochali

i żeby nie było rzeczy

której nie mógłbym mieć

nie życzcie mi

by każdy mój kaprys

był dla świata rozkazem

nie mówcie „obyś żył wiecznie

i oby każda sekunda twojego życia

była wyłącznie spełnieniem”

nie życzcie mi wszechmocy

i daru wszechwiedzy

ani bym nigdy nie zaznał

bólu

i nie posmakował łez

bo wtedy byłbym Bogiem…

takiego życia nie chcę

weźcie je sobie

.

UROCZYSTE (NA PEWNO?) ŚNIADANIE

 

„Oto surowy

drewniany stół – powiadam

na nim kamionkowa misa

a w niej żurek

i biała kiełbasa

która w dawnych czasach

była takim rarytasem

że widywano ją tylko

na najbogatszych

pańskich stołach

a i to tylko w święta

Wielkiej Nocy

i jajka

symbol odrodzenia

i nowego życia

oraz chrzan

co symbolizuje zdrowie

i przypomina nam o łzach

Chrystusa

i chleb

prawdziwy polski chleb

tutaj zdobywany

z niejakim trudem

o tym chlebie

mówić wam nie trzeba

siadajcie…”

Usiedli

milczą

patrzą po sobie niepewnie

któreś cyknęło zdjęcie

telefonem

„A jogult?” – pyta najmłodsze

i najbardziej śmiałe

„Jaki jogult?”

„Gluskowy!”

„Dobra – mówię

przyniosę ci jogurt”

„Dla mnie waniliowy!”

„A ja ci pomogę!”

i w krótkim czasie

na stole

zjawiają się jogurty

sosy

keczupy

serek paprykowy

sok pomarańczowy

pasta kawiorowa

„ABBA”

masło orzechowe

„Tata!

toster znowu nie działa!”

„Gdzie jest ten dżemik w tubie?”

„Weź jeszcze śmietankę do kawy!”

„Są krakersy bez maku?”

„To nie jest mak

to sezam”

„Oliwki postaw z boku”

„Nie mów do mnie zboku”

„Hahaha”

„Hehehe”

„Odłóż tableta kochanie”

„Podajcie cukier”

„Eee … a gdzie tata?”

„Co?”

„Gdzie tata?”

Stoję w kuchni

czekam aż grzanki wyskoczą z tostera

i dumam

jak to się stało

że najważniejszy

najbardziej celebrowany posiłek w roku

stał się daleko skromniejszy

niż codzienne śniadanie

choć kiedyś było

na odwrót

co to za czasy

że w święta

wypada jeść skromniej

niż zazwyczaj

i dokąd to wszystko

prowadzi …

.

 

TAK TO WYGLĄDA, DZIEWCZYNY

Żona Haralda

Maud

co roku w połowie kwietnia

wołała

O Boże ! Przecież dziś są twoje urodziny !

a ja nie mam dla ciebie prezentu!

naprawdę chciałam ci kupić jakiś drobiazg

ale na nic nie mogłam się zdecydować”

A on co roku

całował ją w czoło i mówił :

Nic nie szkodzi skarbie

ważne

że pamiętałaś”

Tak było przez czterdzieści lat

To przykre

i cholernie trudne – powiedział mi kiedyś

bo mały chłopiec na słowa

nie mam dla ciebie prezentu”

może się rozpłakać

lecz co ma zrobić

dorosły mężczyzna ?”

I wtedy w oczach

tego starego

siwego człowieka

profesora

o niezwykle wysokiej

kulturze

dostrzegłem łzy

.

OKNO

W lichej

niewykończonej chałupie

pod lasem

gdzieś na Podkarpaciu

leżał inwalida

młody człowiek

który kiedyś nietrzeźwy

rozbił się na motorze

i teraz poruszał tylko głową

a i to z największym

trudem

jedyną osobą

która się nim zajmowała była

dwunastoletnia dziewczynka

córka jego brata

tylko ona jedna

przychodziła do niego

w tym ciemnym pokoju na poddaszu

nikogo innego nie widział

przez ostatnie trzy lata

z nikim innym nie zamienił słowa

„Ale mam radio – mówił

gadam do radia

panie redaktorze

znam na pamięć wszystkie

nasze piosenki

i niektóre angielskie

Marzenia ?

cóż

mam jedno marzenie

bo to okno tutaj…

nieduże

jedyne w tym pokoju

wie pan

widzę przez nie

czubek drzewa

i kawałek nieba

chmury

czasem ptaki

lecz mój brat podobno

chce dom rozbudować

i wtedy to okno

mi chyba zamuruje

tak bym chciał żeby nie

Boże

żeby okno nie …

Nie wiem

jak to się skończyło

ten reportaż widziałem

wiele

wiele lat temu

byłem wtedy jednak

i jestem do dzisiaj

wstrząśnięty

rozdarty

do głębi poruszony

losem człowieka

i nie chodzi o tego

młodego inwalidę

on ze swoim życiem

zrobił co chciał

ale nawet wtedy

miał swoje radio

i to swoje okno

ja wówczas byłem 

i jestem do dzisiaj

zdruzgotany widokiem

tej umorusanej dziewczynki

która weszła do izby

z talerzem zupy

i prześcieradłem na zmianę

lecz widząc kamerę

natychmiast uciekła

uznałem wtedy

i myślę tak do dzisiaj

ze zobaczyłem Anioła

lecz jej los niestety

był już wtedy

przesądzony

obawiam się że dziś

pracuje ponad siły

nic od niej nie zależy

ma gromadkę dzieci

i męża pijaka

co bije nie gorzej niż ojciec

a ona

tak jak ją uczono

pewnie nie skarży się na nic

ani na nikogo

od samego początku pogodzona

z tym

że jej radio

milczy

a okna

wszystkie

zostały zamurowane

.