Będąc poetą
Kochałem słowo
Słowa chłonąłem
Słowa tworzyłem
Będąc estetą
Z poety głową
Karmiony słowem
Chwili dożyłem
W której
Odchodzę
Czy TAM …
Są słowa ?
_ _ _
.
Będąc poetą
Kochałem słowo
Słowa chłonąłem
Słowa tworzyłem
Będąc estetą
Z poety głową
Karmiony słowem
Chwili dożyłem
W której
Odchodzę
Czy TAM …
Są słowa ?
_ _ _
.
Profesor nareszcie
Miał chwilę wytchnienia
Jakimś cudem bowiem
Rachunki w tym miesiącu
Zostały popłacone
Samochód naprawiony
I choć lichej pensji
Zabrakło na dentystę
To ząb poczeka
A profesorowa
Nic o zębie nie wie
Więc nie będzie wyrzutów
I męczących pytań
Nalał sobie
Pełen kubek
Kawy
Zapadł się w kanapę
I włączył
Telewizor
…
To była reklama
Lub jakaś
Kampania
Krótki film
Sprawnie zmontowany
Z obrazów cudniejszych
Niż by wypadało
Na podszewce z muzyki
Piękniejszej niż potrzeba
Do dużej sali wchodziły
Pary
Nieświadome po co
Je tu zaproszono
Siadały przy stole
A prowadzący
Zadawał im jedno
I to samo pytanie
„ Gdybyście dostali
W prezencie
Kolację w najlepszym lokalu
Kogo
Byście na nią zabrali
Zważywszy
Że możecie zaprosić
Dosłownie
Każdą
Dowolną
Wymarzoną
Osobę na świecie ?”
Pary nie miały
Żadnych wątpliwości
Każdy ma swoje typy
Na tego rodzaju okazje
Nazwiska
Wyfruwały z łopotem
Jak ptaki z gołębnika
Jedno za drugim
I wszystkie razem
Ścigały się
I leciały wysoko
Krążyły w świetle reflektorów
W atmosferze luzu
I dobrej zabawy
„Marilyn Monroe
Paul Hogan
Kim Kardashian
Jimi Hendrix
Nelson Mandela
Justin Biber
( śmiech )
Bob Hope
Kylie Minoque …”
…
Profesor, rzecz jasna
Miał swoich faworytów
„ Epikur ! „
Zawołał
„Mark Twain”
“Polanski Roman”
I
„Catherine Deneuve”
Tak
Z tymi trzema chętnie
By rozmawiał
A na nią
Patrzyłby jedynie
Bo przy takiej kobiecie
Tego był pewien
Nie dałby rady wypłoszyć
I zmusić do lotu
Żadnej myśli
I żadnego słowa
…
Potem przed kamery
Wpuszczono dzieciaki
Podeszły do stołu
Niektóre tak małe
Że miały problem
Z wdrapaniem się na krzesła
Były to dzieci
Owych par
Zdumieni rodzice
Teraz już w sąsiedniej
Sali
Przed ekranem
Oczekiwali dalszego
Rozwoju wypadków
A prowadzący
Zadał dzieciom
To samo pytanie :
„ Gdybyście dostały
W prezencie
Kolację w najlepszym lokalu
Kogo
Byście na nią zabrały
Zważywszy
Że możecie zaprosić
Dosłownie
Każdą
Dowolną
Wymarzoną
Osobę na świecie ?”
Dzieciaki nie miały
Żadnych wątpliwości
Każde miało swoje
Oczywiste typy
Na tego rodzaju okazje
Okrzyki
Wyfruwały z łopotem
Jak ptaki z gołębnika
Jeden za drugim
I wszystkie razem
Ścigały się
I leciały wysoko
Krążyły w świetle reflektorów
W atmosferze luzu
I dobrej zabawy
„ Mamę i Tatę”
„Rodzinę”
„Tatę z mamą”
„Rodziców”
„I jeszcze braciszka”
…
To było zrozumiale
Lecz tak zaskakujące
Że rodzice przed ekranem
Zaniemówili
Zmieszani
Zawstydzeni
Szeroko otwarte oczy ojców
Szeroko otwarte usta matek
Mówiły wszystko
A i profesor
Przed telewizorem
Doznał porażenia
Był bowiem nadzwyczaj
Skłonny do wzruszeń
I sentymentalnych afer
Bywało że
W kinie uronił łzę
Na pogrzebach łkał ukradkiem
Nigdy nie odmawiał
Żebrakom
A pająki łapał w słoik
I wypuszczał na balkonie
Teraz także
Poczuł kluchę w gardle
A na sercu
Kostkę z granitu
I drugą
W żołądku
Natychmiast
Osuszył oczy
Z nieznośnego wzruszenia
– Jakież to swoją
Drogą krepujące –
I udał się na górę
Gdzie jego dzieci
Miały swoje
Pokoiki
…
Pokój córki był cały
Różowy
Profesora zazwyczaj
Mdliło
W oparach tego koloru
Lecz teraz wydał mu się piękny
Ciepły i miękki
I jakże przyjazny
A jego małej królewnie
Zbyt rzadko widywanej
Było w nim do twarzy
I zadał dziewczynce
To proste pytanie
„ Gdybyś dostała
W prezencie
Kolację w najlepszym lokalu
Kogo
Byś na nią zabrała
Zważywszy
Że możesz zaprosić
Dosłownie
Każdą
Dowolną
Wymarzoną
Osobę na świecie ?”
„Mamę i tatę”
Odrzekła
Bez namysłu
„I jeszcze braciszka”
Słodka ziaba
Kochana
Aniołek
Tatusia
Nie zawiodła
Profesor
Do głębi poruszony
Ucałował główkę dziewczęcia
I poszedł do chłopaka
…
Chłopiec był starszy
A ze ścian jego pokoju
Mierzyły w profesora
Laserowe działa
Laserowe miecze
I laserowe spojrzenia
Tytanowych robotów
I bliżej mu nie znanych
Kosmicznych herosów
I chłopcu
Zbyt rzadko widywanemu
Także zadał
To samo pytanie
A w odpowiedzi
Usłyszał krótkie :
„ Dobra,
Dla ilu osób
Będzie
Ta kolacja ?”
”Powiedzmy, że dla czterech”
„Darmowa ?”
„Oczywiście”
Odrzekł profesor
„ A zatem
Poszedłbym sam
Cztery razy z rzędu
W cztery
Kolejne wieczory
Coś jeszcze
Tato ?”
„Lekcje …
Odrobiłeś ?”
„Właśnie odrabiam”
„No”
Profesor zamknął za sobą
Drzwi
Jego pokoju
Stał chwilę dumając
W ciemnym korytarzu
Kolejny już raz
Zaskoczony
Zawstydzającą trochę
Lecz krzepiącą
Myślą
Że chłopak wdał się w matkę
Całkowicie
I że nie jest do niego
Podobny
Ani trochę
W związku z czym
Jest niemal pewne
Że ten chłopak
Zajdzie w życiu
Daleko
Na pewno dalej
Dużo dalej
Niż on.
.
Czasy były nieciekawe
Siedzieliśmy w Twoim pokoju
I próbowaliśmy zagrać
„Miłość jest cudowna”
Maanamu
Na gitarze
Było tak blisko
Byliśmy tak blisko
Przyjacielu
Tyci tyci
Czasy były nieciekawe
Imponowały mi
Twoje podboje
Ty sądziłeś, że ja wiem
Coś czego nikt inny nie wie
Obaj oszukiwaliśmy
I to było OK
Czasy były nieciekawe
Byliśmy tak blisko
Przyjacielu
Tak blisko
Teraz ja podbiłem
Co było do podbicia
A Ty
Zdaje się już wiesz
To wszystko
Czego ja nie wiem
Na murach widziano
Klepsydry
Z Twoim nazwiskiem
W mieście, o którym mowa
Nie ma drugiego takiego …
Więc to Ty
Przyjacielu
Na drugim końcu świata
Zapaliłem świeczkę
Maanam ciągle gra
Na gitarze
Choć teraz
To już chyba tylko ja
Tego słucham
Setny raz
Tej nocy
„ Miłość JEST cudowna”
I niech mi nikt nie mówi
Że to były
Nieciekawe czasy.
.
Nawet najstarsi mieszkańcy wyspy
Nie pamiętali nikogo
Kto małą drewnianą łodzią
Przepłynąłby cieśninę
„Nie da się” mówili
Lecz Holger o tym nie wiedział
I pływał w tę i z powrotem
Był zbyt niecierpliwy
By czekać na prom
I zbyt dumny
By prosić rybaków o pomoc
Za każdym razem
Gdy chciał się udać do miasta
Gdzie była biblioteka
Holger miał jasne włosy
Niebieskie oczy i
Ciało silnego mężczyzny
Choć miał dopiero
Siedemnaście lat
‚
Tego dnia znowu popłynął
Znów do biblioteki
Przez dwie godziny
Nie wypuszczał wioseł z dłoni
A kiedy w samo południe
Stanął na pomoście
Omiótł go spojrzeniem
I wziął w posiadanie
Jak zwykle brał wszystko
W zasięgu swego wzroku
Czyli morze
Niebo
Ziemię
Choć miał dopiero siedemnaście lat
A może właśnie dlatego
‚
Uwiązał łódkę i ruszył
Płosząc mewy
Budząc drzemiących rybaków
Rozpalając myśli ich żon
A wszystko to w takim właśnie
Lub może w innym
Porządku
W każdym razie
Kiedy Holger szedł pomostem
Nie dało się tego nie widzieć
Nie dało się o tym nie myśleć
A niektórym
Ciężko to będzie zapomnieć
,
Wśród tych ostatnich był zapewne
Znany Poeta
Który stał u wejścia na pomost
I udawał, że łowi ryby
Zagadywał wędkarzy
I zaczepiał chłopców
Na rowerze wodnym
Kiedy ujrzał Holgera
Zaniemówił
Ogłuchł
I zmienił się w słup soli
Dudnienie kroków chłopaka
I bicie serca Poety
To było przez chwilę jedno
I to samo dudnienie
‚
Wieczorem w bibliotece
Znany Poeta
Czytał wiersze
A Holger chłonął każde słowo
Choć znał je wszystkie
Trzy tomiki
Po 160 wierszy każdy
Razem 480
I tego wieczoru właśnie
Miał poznać ten 481
Który Znany Poeta
Napisał w południe
Na przystani
A brzmiał on
Mniej więcej tak :
„Według Platona mój skarbie
Ciało to więzienie duszy
To miejsce w którym dusza
Utknęła
I pokutuje
Lecz kiedy patrzę na Ciebie
To myślę
Że Twoja dusza akurat
Trafiła do raju”
Ten i ów
Bił brawo
Kilku drzemało
Znany Poeta podpisał wiersz
Zamaszyście
Po czym podszedł
I podarował go
Holgerowi
Ten i ów zarechotał
Kilku nadal drzemało
A chłopak spłonął czerwienią
Bardziej z wściekłości niż wstydu
Wiedział
Co poeta miał na myśli
Bo miał już siedemnaście lat
Wszystkie te wiersze o miłości
Łącznie z tym 481
Zabrzmiały teraz zupełnie inaczej
Rzegotały złowieszczo
Popękanymi strunami
Bo jakkolwiek były o miłości
To jednak o innej
Niż się wydawało
Przynajmniej jemu
„A więc to tak”
Pomyślał Holger
„Tak to wygląda
Tak wyglądają poeci
I tak wygląda poezja
Zamiast zachwycać
Zawstydza
Zamiast ratować
Ośmiesza”
Zmieszany uciekł
Bo choć
Nie bał się żadnego żywiołu
To jednak
Niektórymi się brzydził
‚
Powrócił na swoją wyspę
Nie zajrzał już do biblioteki
Został rybakiem
I nie napisał już nigdy
Żadnego wiersza
Żaden już nie uleciał
Choć trzepotały skrzydłami
Wszystkim ukręcił łebki
Stłumił wszystkie w sobie
Choć długo jeszcze
Walczyły
Nie pozwolił by się wyrwały
Zdusił
Potopił
Pochował
A szkoda
Bo to były
Cholernie dobre wiersze
Kto wie
Czy nie najlepsze.
…
Może kiedyś się odważę
I zaproszę Cię na spacer
Przejdziemy się powoli
Albo pobiegamy
I będzie naprawdę bosko
Po lesie Cię
Przegonię
‚
Huśtawkę zamontuję
W brzoskwiniowym sadzie
Na najmocniejszym drzewie
Na najgrubszym konarze
I będzie naprawdę bosko
Zamaszyście Cię
Wyhuśtam
‚
Lub wyprowadzę wóz z garażu
Na gorący asfalt wytoczę
Kabriolet czerwony
Benzyną pachnący i skórą
I będzie naprawdę bosko
Po mieście Cię
Przewiozę
‚
A może nawet łódkę kupię
Z pękatymi żaglami
I z radiem w kabinie
Ze wszystkim co trzeba
I będzie naprawdę bosko
Gdy Cię nią
Przepłynę
‚
Kiedy tak patrzę i widzę
Ten uśmiech co kwitnie
Na Twoich ustach
Powiem Ci jeszcze tylko
Że chciałbym mieć
Samolot
‚
…
Ten stary Grek
Był tylko elektrykiem
Lecz przemawiał jak Sokrates
Pouczający przechodniów
Na ulicach Aten
I wyglądał jak Platon
Ten z fresku Rafaela
W porze śniadania siadał na swojej
Skrzynce z narzędziami
Nożem do tapet kroił
Pomidory
W grube plastry
Grube na centymetr
I układał je pieczołowicie
Na kromkach
Naszego powszedniego
Chleba
Razowego
„Żaden mężczyzna z mojej rodziny…”
Mówił
„Nigdy
Nie miał problemów z prostatą
A wszyscy
Z wyjątkiem tych
Co zginęli na wojnie
Żyli po sto lat”
Słów starego Greka
Słuchałem z uwagą
Pewnie większą niż inni
Bo w mojej rodzinie
Problemy z prostatą
Miało wielu
Niewykluczone że nawet ci
Którzy zginęli na wojnie
„A cała tajemnica”
Mówił dalej
„To częste wytryski
I dużo Ντομάτες
Akcja ejakulacja
I pomidory
Jedno i drugie
Regularnie
I w każdej możliwej postaci”
Chłopaki rechotali
Ale on mówił serio
Powtarzał
„Masturbujcie się
I jedzcie pomidory
Tu chodzi o zdrowie
Panowie
A ze zdrowiem żartów nie ma … ”
Minęły lata
Stary elektryk już chyba nie żyje
Ale na pewno
Nie zabił go rak prostaty
A ja od tamtej pory
Za każdym razem kiedy w nocy
Znowu
Musze wstać
By się
Znowu
Odlać
Myślę o starym Greku
I o tym co mówił
I wciąż wyrzucam sobie
Że jem
Zbyt mało
Pomidorów.
.
* (gr – pomidory ; czyt : tomates )
Była dziewczyną Kebernika
już od czterech lat
Kochała się z nim nieśmiało
cichutko jak myszka
po ciemku
Radio musiało być wyłączone
a wszystkie szklanki w kuchni pomyte
„I jeszcze zobacz czy pozamykałeś drzwi” – mówiła
więc boso
owinięty prześcieradłem
szedł do przedpokoju i sprawdzał łańcuchy
i wiedział
że o żadnym szaleństwie nie może być mowy
I raczej nie było
Szalenie ceniła jego intelekt
i była szalenie oczytana
i to mu wystarczało
…
A Musso
(tak go nazywali
bo taki miał samochód)
więc ten Musso
był piękny jak diabeł
zwłaszcza kiedy się uśmiechał
a kiedy płynął
jezioro wydawało się być zaszczycone
Podobał się kobietom
szalenie
Podobał się nawet mężczyznom
Nawet Kebernikowi
co go bardzo frustrowało
(Kebernika znaczy)
tym bardziej że Musso
przeczytał w życiu trzy książki
ale bez z żadnej ściemy
znał się na wszystkim
ludzie garnęli się by z nim rozmawiać
o piciu
o życiu
ö sporcie
Zwłaszcza o sporcie
…
„ A mnie sport nie pociąga wcale ”
mówiła dziewczyna Kebernika
zaczepnie
wachlując się tekturową tacką
i popijając zimne piwo
„ A próbowałaś ? ”- zapytał Musso
Wzruszyła ramionami
więc wstał i podał jej mocarne ramię
„Chodź, pokażę ci tenisa” – powiedział
I ona poszła za nim
nie do końca pewna
co chce jej pokazać
a w środku lasu
dziwna rzecz
był kort
I całe towarzystwo się tam przeniosło
zabierając ze sobą nawet grill
i było bardzo wesoło
…
Dziewczyna nie trafiała w piłki
Śmiała się perliście
oczy miała dziwne
maślane
i rumiane policzki
Pewnie od tego upału
Właściwie nie wiadomo kto zaproponował
tę modyfikację
Teraz był to tenis rozbierany
i wszyscy na to przystali
choć tamtych dwoje nie schodziło z kortu
A ona śmiała się jeszcze głośniej
kiedy w pełnym słońcu
jej bluzka pofrunęła
i zawisła na siatce
Piersi miała jędrne
sutki bezwstydnie nabrzmiałe
pewnie od tego upału
Jeszcze trochę grali
w radosnym zapamiętaniu
tak ożywczo promienni
i tak beztroscy
jak Adam i Ewa w Raju
A potem Musso podbiegł
i podał jej bluzkę
lekko
naturalnie
z nieludzkim wdziękiem
Ale on wszystko tak robił
Jakby tańczył
I oddali rakiety następnej parze
…
Jakiś czas potem odjechał
swoim „Ssang Yongiem Musso”
Musiał wracać do miasta
a oni zostali
i dziewczyna Kebernika długo jeszcze
miała
szkliste spojrzenie
i rumiane policzki
Pewnie od tego upału
A pod wieczór
Kebernik
przyniósł jej kocyk
i znalazł dobre miejsce przy ognisku
Też niewiele mówił
zadumany
zdziwiony
bo na dobrą sprawę
tego dnia
po raz pierwszy
zobaczył
jej piersi w pełnym świetle
I to było coś.
…
Tam gdzie jesteś trybuny są pełne
zieleń trawy jest nieskończona
a Sędzia Sprawiedliwy
będzie Ci teraz Ojcem
weźmie Cię za rękę i wskaże drogę do szatni
Drogą Mleczną pójdziecie
i nie będziesz się już bał
to będzie długi sen
a kiedy się przebudzisz
znów będziemy razem.