KWESTIA DOJRZAŁOŚCI

_

All-focus

_

Ja wiem 

że kiedy pytasz

czy możesz z koleżanką  

pojechać na milkszejka

robisz to tylko po to

bym był spokojny

nie ma już bowiem prawa

zgodnie z którym

mógłbym Ci tego zabronić

dziwne

a jeszcze niedawno

byłaś dzieckiem

gotowałaś obiady

w długie zimowe wieczory

pomagałaś mamie

odrabiać lekcje …

kiedy pytasz

czy możesz z koleżanką  

pojechać na milkszejka

udaję że się waham

tylko po to

by nie wypaść z roli

lecz oboje wiemy

że Twoja dojrzałość

przyszła na długo

przed pełnoletnością

i że oboje możemy

jej zaufać

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: wł. /wieczorne lekcje/ 

LEKCJA LOGIKI

_

_

– Eryk znów nie zaliczył logiki – powiedział

– dlaczego mu nie pomożesz? – spytałem

– nie prosił mnie o to – odrzekł

dla ciebie matematyka to pestka

– ja się po prostu więcej uczę

– jeszcze wczoraj był twoim

dobrym kumplem

– i nadal nim jest

ale jutro

stanie przede mną w kolejce

po pracę

– synu – powiadam – w jakim wy świecie żyjecie?

wzruszył ramionami

– wyście go dla nas

zbudowali

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Caravaggio “Wieczerza w Emmaus” (fragment obrazu)

GŁOS

_

_

Pies warczy i szczeka we śnie 

drze pazurami posłanie 

biegnie

pewnie znów wdał się w jakąś

rozróbę

z kimś sie zawarł            

coś go goni   

niefajna sytuacja

dla psa

bo on z pewnością nie wie

że sen 

to sen   

on tu naprawdę walczy 

o życie      

odkładam książkę 

i przez chwilę patrzę

na chybotliwy stolik 

i lampkę nocną  

przewróci się ?

czy nie przewróci ?              

szklany abażur dzwoni

światło żarówki rozedrgane

świat zadrżał w posadach

i rezonuje

helloł – mówię do psa                                    

bo pójdziesz spać na werandę                        

jak tak tu będziesz 

galopować…                                               

i nagle 

koniec wojny

pokój                                   

ziewnięcie 

mlaśnięcie ozorem                        

a potem 

równy                                       

spokojny oddech

przez resztę nocy

to zrobił mój głos                                     

łagodny i cichy  

z drugiego końca pokoju

tak dobrze mu znany                          

po prostu 

głos 

parę słów bez znaczenia                           

wystarczyło  

by załatwić sprawę                                        

mój Boże – pomyślałem                              

a gdyby tak 

i mnie

człowiekowi

prócz chleba powszedniego

i odpuszczenia win

było dane usłyszeć 

czasem 

taki głos 

gdzieś z głębi kosmosu

dobry

krzepiący

głos 

co by niósł ukojenie 

w jednym z wielu momentów 

zwątpienia i trwogi ?

parę słów …                                

jedno słowo … 

słówko chociaż …                               

nawet szeptem … 

cisza

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: Dmitrij Markov

39,8

_

_

Muszę Ci coś wyznać

ale piszę w gorączce

więc jakby co

wszystkiego się wyprę …

otóż

to było przed laty

przygarnęłaś mnie wtedy

pod swój dach 

i przez pewien czas

mogłem mieszkać z Wami                                                                                                              

i doprawdy dzielnie 

znosiliście moje 

fanaberie …

mniejsza o to

w każdym razie

zrobiłaś sobie wówczas   

na drutach

taki fajny komplecik

szafirowy szalik

szafirową czapkę

i szafirowy golf

no i ten golf Ci 

zginął 

pamiętam 

że długo go wtedy    

szukałaś

a on tymczasem 

jakimś dziwnym trafem

zaplątał się pośród

moich rzeczy

miałem ciężką anginę

i którejś 

naprawdę krytycznej 

nocy

włożyłem go na moją

gorejącą szyję 

i dopiero wówczas 

usnąłem 

i tylko dzięki temu 

nie umarłem 

jestem tego pewien

wiesz jak chorują

faceci

piekło to przy tym 

Ciechocinek 

musisz zrozumieć 

nie mogłem Ci oddać

tego golfa

i nadal nie mogę 

to magiczna rzecz

mój amulet

od ponad 20 lat

leży w szufladzie

mojej nocnej szafki

wczoraj znów

uratował  mi 

życie

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: szafirowy golf w szufladzie nocnej szafki :)))

NIEPOROZUMIENIE

_

_

Opuściłem szybę

aby przetrzeć lusterko

i wtedy podeszła 

jedna z tych pielęgniarek

co wyszły przed budynek

na papierosa

pochyliła się

a jej dekolt sprawił

że …

mniejsza o to …

w każdym razie

“patrz jej w oczy”

“patrz jej w oczy”

myślałem nerwowo

a ona

powiedziała:

“wiesz

za każdym razem

jak się tu pojawiasz

mamy problem z jedną

z naszych podopiecznych

ta dystyngowana dama

ma 97 lat

i ubzdurała sobie

że jesteś jej mężem

gdy cię widzi 

robi się niespokojna 

i każe nam natychmiast 

cię przyprowadzić”

“nie jestem jej mężem” – odrzekłem  

nadal z najwyższym trudem

patrząc jej w oczy                                         

“dziwna sprawa – ciągnęła 

ona jest prawie 

niewidoma

widzi jedynie 

zarysy postaci

ale ty

kiedy się poruszasz …

wiesz 

rozmawiałyśmy o tym

z dziewczynami …

nawet w tych zarysach

mógłbyś uchodzić za                      

gentlemana

starej daty

takich mężczyzn już dzisiaj 

nie robią

w twoich ruchach jest taki

magiczny spokój

nawet jak zgniatasz w dłoni

tekturowy kubek po kawie

i uchylasz wieko śmietnika

by go wyrzucić

robisz to w taki sposób …

to są czary …

jej mąż pewnie właśnie

taki był

arystokrata

dobry towarzysz

uważny rozmówca

co nigdy się na nic

nie skarży

i nie unosi

nigdy się nie poci

przed niczym nie

ucieka

i zawsze wie

jak sie zachować  

i co powiedzieć …”

uśmiechnąłem się

i odjechalem

prawie z piskiem opon

uciekłem

bo nie wiedziałem

co powiedzieć                                                       

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: /pan w podomce z pomeranianem / Stan

ÖRESUND

_

_

Słońce zachodzi nad cieśniną Öresund

smugi odrzutowców

szyją przestrzeń

niczym płonące włócznie

antycznych herosów

miotane we wszystkie

cztery strony świata

a w Kopenhadze

za chwilę zapłonie

20 000 ulicznych latarni

zmienią niebo nad miastem

w srebrnokrwawą łunę

kolejne świadectwo batalii

jaką od zarania dziejów

starożytni bogowie

i zuchwały człowiek

toczą

z ciemnością

to jest odwieczna walka

dobra ze złem …

tylko dlaczego

coraz częściej

coś mi mówi

że to ciemność jest

dobra ?

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: Słońce zachodzi nad cieśniną Öresund/ Julianna Świrska

POŁAMANE SKRZYPCE

_

_

“Gdybym miała za chwilę umrzeć

i powiedzieć coś

o moim życiu

powiedziałabym tylko

że było … głupie” – oznajmiła ta pierwsza

“i nie pytajcie mnie

o szczegóły” – dodała ze smutkiem

“mój ojciec pił” – odezwała się druga

“a kiedy umarł

był tak nachlany

że aby go skremować

wystarczyło przyłożyć

zapałkę”

zapaliła zapałkę

zapatrzyła się w płomień

odpaliła papierosa

zdmuchnęła zapałkę …

“moja matka

była królową lodu

i zazdrości” – wyznała ta trzecia

“próbowała mi odbić

każdego kolejnego

chłopaka

coś takiego potrafi

naprawdę sponiewierać

człowieka”

zaklęła szpetnie

i z wściekłością

nabiła truskawkę

na wykałaczkę

wyglądało to tak

jakby chciała przebić

czyjeś serce

“to co dziewczyny

jeszcze po porcyjce

lodów ?” – spytała ta czwarta

pomimo

a może właśnie dlatego

że to ona była

najokrutniej

poraniona przez życie

(dobrze ją znałem

stąd wiem)

bo prawda jest taka

że rozstrojone skrzypce

fałszują

połamane

milczą

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Andrea Kowch“ /an invitation /

100 LAT

_

Wiem 

że niewielka w tym była 

akurat Twoja zasługa

lecz chciałbym Ci 

podziękować 

za to

żeś się wtedy 

tego dnia przed laty

urodziła 

dzięki

a potem 

było już tylko 

lepiej

zwłaszcza od czasu

kiedy każdy Twój oddech      

wszystek zachwyt

serca bicie 

i wszystkie kolejne 

dzbanki kawy

zgodziłaś się dzielić

ze mną

bardzo Ci za to

dziękuję 

nie zmieniaj nic

niech to trwa

100 lat 

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: Olga Dyżakowska

COŚ WAM POWIEM O WALENTYNKACH

_

_

Samuel był piękny jak Adonis

gwiazda szkolnej drużyny

olimpijczyk z chemii

i z fizyki

jako pierwszy w szkole

miał własny samochód

jego ojciec był właścicielem

fabryczki amortyzatorów

do Volvo

do jego rodziny właściwie

należało to miasteczko

a jego szykowna matka

dawna miss regionu

była tego miejsca

chlubą

i najpiękniejszą ozdobą

***

Z Natanem sprawy

miały się zgoła inaczej

ściślej mówiąc

wszystko dokładnie

na odwrót

w drugą stronę

szkoda gadać …

w każdym razie

Natan

w ten walentynkowy wieczór

wydał wszystkie swoje

oszczędności

a teraz dygotał na mrozie

schowany za rogiem

i przez zaparowane szkła

okularów

obserwował kuriera z kwiaciarni

Malin otworzyła drzwi

(ach … Malin … Malin

ileż lepkiej słodyczy

jest w tym cudnym imieniu !)

zdumiona

przyjęła olbrzymi bukiet

róż

odpięła bilecik

i uniosła go

do światła …

to od Samuela?! – zawołała jej przyjaciółka

gdzieś z głębi domu

jakiś …”cichy wielbiciel” – odrzekła Malin

to od Sama ! to na pewno on ! – wołał głos

popatrz na te róże !

przecież one musiały kosztować

majątek!

Malin była szczęśliwa

przycisnęła kwiaty do piersi

i zamknęła drzwi

***

Natan stał jeszcze chwilę

a potem

podreptał do domu

wcale nie był zdumiony

obrotem spraw

to już kolejny raz

chciał tak jak wszyscy

a wyszło

jak wyszło

czyli jak zawsze …

cholera …

***

jednak to zdarzenie

zasiało w jego sercu

pewną myśl

otórz

tacy jak Samuel

nie mają problemu

z mówieniem “kocham”

robią to na co dzień

pełni wdzięku

otwarcie

i bez wstydu

więc to święto zapewne

wymyślono dla

Natana

i dla takich jak on

co schowani za rogiem

wystają na mrozie

świętokradczo zaglądają

w okna dziewcząt

i czują się przy tym

jak złoczyńcy …

to święto wymyślono

dla Natana

i dla milionów

takich jak on

by mieli sposobność

chociaż raz do roku

wyznać to co czują

nawet

jeśli wszyscy słyszą

ale nikt nie słucha

***

przed wyjściem do pracy

matka

zostawiła w kuchni karteczkę

z czerwonym serduszkiem

“twoje ulubione pierogi

z sosem grzybowym

są w piekarniku

kocham Cię

mama”

napisała

nawet się ucieszył

lecz powodowany

dużo pilniejszą potrzebą

poszedł do swego pokoju

po czym nie bez trudu

odpalił starego

laptopa

by napisać

wiersz …

***

“Coś wam powiem o Walentynkach”

zaczął

“Samuel był piękny jak Adonis …”

***

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: “Altar of Memory” Jack Vettriano

RAZEM

_

_

Razem dożyliśmy tego wieku

kiedy pukanie do drzwi łazienki

i pytanie – “żyjesz” ?

powoli przestaje mieć

znamiona

żartu …

jednak kluczowe w tym wszystkim

pozostaje słowo

razem

.

,

,

,

,

,

,

,

,

,

,

,

,

,

,

,

,

,

,

,

,

,

,

,

,

.

.

fot. wł.