SALVATOR MUNDI

 

 

SALVATOR MUNDI

Wybacz

nic na to nie poradzę

wciąż słyszę bezdomnego psa

który usiłuje

schować się przed deszczem

w śmietniku

i słyszę dziewczynkę

która zasypia z płaczem

bo się boi ojca

i nic dziś nie jadła

zatykam uszy i wołam

„ la la la la la la ! ” …

obraz Leonarda

„Zbawiciel Świata”

sprzedano za równowartość

450 milionów 

cheeseburgerów

nie jestem naiwny

chciałbym tylko doświadczyć

choć odrobiny tego

wybawienia

dostać choć jednego

cheesburgera

.

 

NIE BĘDĘ NA POGRZEBIE, ALE TOAST WZNIOSĘ

 

 

Nigdy żeś się nie zbłaźnił

Kenneth

nie zabiłeś człowieka

nie zdradziłeś ojczyzny

ani swojego Boga

kimkolwiek On był

nigdy z powodu

finansów

nie byłeś zmuszony

zrezygnować z czerwonego

kalifornijskiego wina

Twoi synowie są silni

pewnie dzierżą stery

i mają te Twoje

świdrujące oczy

wszyscy trzej

a ich matka

może pójść dokąd zechce

lecz ona widzi dla siebie

tylko jedną drogę

tę którą Ty

odszedłeś

takie piękne życie

Kenneth

taka zacna

śmierć

jakże się cieszę

Przyjacielu

.

CASABLANCA

„ A tę ich miłość

na ekranie

to się normalnie czuje

tak

jakby w tym kinie

rozpylali jakieś

cholerne feromony ” – powiedziała

i teraz wiem

że jutro

pójdziemy na ten film

a nuż się uda

choć przez chwilę

odetchnąć

pokonać strach

oszukać smutek

zaklajstrować tę gorycz

cierpką

rozjątrzoną

czymś tak bezpiecznym

i tak banalnym

jak miłość

.

WŁAŚNIE TAK

 

 

Ta dziewczyna

tak bardzo

niepiękna

pospolita

nijaka

bidula

pokazała mi w swoim smartfonie

zdjęcie chłopaka

którego poznała

przez internet

miesiąc temu

chłopak był też  niepiękny

gruby

łysawy

nijaki

biedaczysko

siedział poważny

pryszczaty

na składanym

rowerze

a rower był cały

biały

„To twój książę na białym rumaku ?” – spytałem

„Tak !

właśnie tak ! – zawołała

wie pan

że ja zawsze tak 

właśnie tak

wyobrażałam sobie

mojego chłopaka ?

westchnęła

i wybiegła

szczęśliwa

tuląc smartfona do piersi

jak jaki cenny amulet

o Boże – pomyślałem

mój Boże

błagam

zaklinam

o jedno Cię proszę

niech on

będzie dla niej

dobry

.

 

BEZPAŃSKIE KONTO

 

 

BEZPAŃSKIE KONTO

 

 

 

On był dzielniejszy ode mnie

On umiał żyć

a teraz 

czuję to

co się czuje

kiedy odchodzi żołnierz

i kiedy trzeba patrzeć

jak jego córeczka

i jego pies

stoją przy furtce

do zmierzchu

do świtu

do ostatniej łzy

konta tych co odeszli

goreją smutkiem 

niechże to ktoś

pogasi

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

foto: ROXart – Rzeszów 

 

DZIEŁO ŻYCIA

 

 

 

   Pewien dojrzały, doświadczony przez życie mężczyzna napisał powieść. Była to rzecz o miłości, o przyjaźni i samotności, o wojnie i o pokoju. Była to powieść o życiu i o śmierci. Zawarł w niej, jak sądził, całą mądrość wynikłą z jego doświadczeń i inteligencji. Napracował się przy niej, namęczył. Bywało, że śmiał się do rozpuku, lub zalewał łzami. Włożył w tę powieść całe swoje serce. I całą wiedzę. Poświecił jej kawał samego siebie. A gdy ją wreszcie ukończył odpoczął jakiś czas, by potem do niej powrócić, ze świeżym spojrzeniem.

Idąc za radą starych mistrzów zaczął teraz, strona po stronie, wykreślać to, co niepotrzebne. Każde zbyteczne słowo, każdy zbędny opis, który ważył na lekkości dzieła, zaznaczał i wycinał. Wszelkie ozdobniki i karkołomne, acz wątpliwe popisy elokwencji lądowały w koszu w pierwszej kolejności. Powieść stawała się przez to coraz bardziej klarowna i zarazem prawdziwa. To co mężczyzna mógł na pewno powiedzieć o życiu i o śmierci, wcale nie wymagało wielu słów. To, czego z ręką na sercu, tak naprawdę był pewien, zawierało się w prostych, krótkich zdaniach. Coraz krótszych. Tak krótkich, że znikały jedno po drugim. Aż pewnej nocy z powieści nie zostało nic. Pusta, biała przestrzeń na ekranie monitora. Czysta biel. A po środku tej bieli samotny, pulsujący kursor. Tak jakby to Bóg puszczał do niego oko …

 

WYJĄTKOWO SMUTNY PAŹDZIERNIK

 

 

.

 

Dwa miesiące do świąt

Bożego Narodzenia

a w centrum handlowym

Jingle Bells …

Jingle Bells …

jakiż to smutny widok

najsmutniejszy

tak smutny że mam ochotę

poprzewracać im stoły

i wygnać ich ze świątyni

mojego dzieciństwa

mojej wiary w człowieka

i wiary w magię tej nocy

kiedy to nawet tym

co nie wierzą

zdarzało się wierzyć

że rodzi się Bóg

i że wszystko będzie

dobrze

.

 

NIE CZARUJ MAŁA NIE CZARUJ

 

 .

 

NIE CZARUJ MAŁA NIE CZARUJ 

.

Tak cudnie prężysz ciało

i bawisz się włosami

jak rusałka w jeziorze

jesteś piękna

i wiesz o tym

i wiesz

że ja wiem

i jesteś gotowa

karmić swoją próżność

tą moją

niemą niemocą

i zdajesz się mówić

„nie dotkniesz mnie

starcze

tak jak nie dotkniesz słońca

a gdybyś spróbował

to spłoniesz”

tak cudnie prężysz ciało

i bawisz się włosami

jesteś boska

zupełnie jak pewna

Czeszka

która wieki temu

w Dzielnicy Czerwonych

Latarni

w Amsterdamie

za 50 guldenów

przez ledwie godzinę

była moją żoną

i kochanką

a potem powiedziała

„ ja wiem jak to trudno

z pochyloną głową

szorować pokłady

gdy niebo zachwyca

i chciałoby się patrzeć

tylko w to niebo ”

i wtedy była jakby

moją siostrą …

tak cudnie prężysz ciało

i bawisz się włosami

jesteś śliczna

jak tamta dziewczyna

tyle że ona

miała jeszcze

duszę

i to jest to

pamiętam

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

painting : Raouf Salim Janibekov