TESTOSTERON II
Nawet Jemu puszczały nerwy
zniszczył drzewo
bo nie miało owoców
a On akurat był głodny
i choć nie była to pora na owoce
zniszczył drzewo
a ja wyrzucam sobie
że kopię w drzwi
i przez chwilę chcę spalić pizzerię
którą moim zdaniem
zbyt wcześnie zamknęli
Nawet On się wściekał
i pewnego razu
w świątyni
wściekł się i wszczął rozróbę
lecz tym razem
trzymało Go dłużej
bo najpierw był zmuszony
ukręcić batoga
więc był czas by ochłonąć
a ja sobie wyrzucam
że kiedy nad jeziorem
czyli w mojej świątyni
ci ludzie myją
samochody
przewracam im wiadra
i szarpię ich za fraki …
nie żebym się porównywał
daleko mi do tego
chcę Ci jedynie wyjaśnić
że On także był tylko
zwyczajnym facetem
co Go uwiarygadnia
i co dowodzi
że było Mu jeszcze trudniej
niż sądzimy
.
EPITAFIUM DLA ANNE – MARIE
”Facet taki jak ty
nie powinien pracować na budowie” – powiedziałaś
„To marnotrawstwo i grzech…”
nie znalazłem żadnego argumentu
przeciwko tej tezie
Ty miałaś swoją flaszkę whisky
ja swoją
patrzyliśmy sobie w oczy
było Boże Narodzenie
Twoje zwierzęta
i moi ludzie
Twoje miliony
i moje długi
Twoja zapobiegliwość
i moje lenistwo
poszły chwilowo
w odstawkę
„Kobieta taka jak Ty
nie powinna być sama” – powiedziałem
„To niesprawiedliwe i złe…”
nie znalazłaś żadnego powodu
by chcieć temu przeczyć
Ty miałaś swoją flaszkę whisky
ja swoją
patrzyliśmy sobie w oczy
były święta
Twój pusty zamek
i moja pełna chata
Twoi grubi bankierzy
mój chudy komornik
Twoje fakultety
i moje wiersze
nie miały chwilowo znaczenia…
minęliśmy się o jakieś
ćwierć wieku
i tysiące kilometrów
nie łączyło nas absolutnie nic
dzieliło nas kompletnie wszystko
poza tym że oboje
spędzaliśmy długie
samotne wieczory
na złocistych
aromatycznych plażach
bezkresnego oceanu
whisky
Ty wiedziałaś doskonale
że w sytuacji jaką zastałaś na Ziemi
inaczej się nie da
ja
uboższy o jakieś
50 punktów IQ
i tyleż walizek
przeczytanych książek
jedynie to
przeczuwałem
w każdym razie
chcę Ci powiedzieć
że wciąż wychodzi na nasze
poczekaj na mnie
jeśli na mnie poczekasz
to z rękoma w kieszeniach
w milczeniu
boso
pójdziemy sobie jeszcze na spacer
wzdłuż plaży…
.
DOCZEKANIE TWOJE
Na parkingu cisza
cisza
mężczyzna oparty o drzewo
z wolna wypuszcza dym
mruży oczy
obserwuje ptaka
krążącego po niebie
to ptaszysko z daleka
wygląda złowieszczo
jak sęp
pusta reklamówka żegluje po asfalcie
aż trafia na samotny
zardzewiały słupek
otula go foliowym szalem
i tak zostaje
kobieta w samochodzie obok
tępo gapi się w telefon
jej partner obgryza paznokcie
splunął przez otwarte okno
ściszył radio
nasłuchują
cisza
bębnię palcami po kierownicy
spoglądam na zegarek
tysięczny raz
i tysięczny raz
pstrykam w szkiełko cyferblatu
jakby to mogło przyspieszyć
upływ czasu
powietrze jest gęste od czekania
nasiąkłe zapachem bolesnej rozterki
i niepewności
nawet te psy na trawniku
zamarły w bezruchu
z postawionymi uszami
i dyszą czekaniem
ich właścicielki jeszcze przed chwilą
paplały nerwowo
o niczym
teraz milczą
cisza
absolutna
grobowa
cisza jak makiem zasiał
(cokolwiek to ostatnie znaczy)
takie czekanie to jest
gehenna…
dla tych ludzi tutaj
i dla zwierząt
i dla mnie
lecz nagle…
JEST !
u wjazdu na parking majaczy
biała maska autokaru
w dieslowskim klekocie halsuje
między złotymi klombami
zmierza w nasza stronę
JEST !
trzaskają drzwi samochodów
nerwowo deptane pety
zostawiają na asfalcie czarne smugi
psy zaczynają szczekać
przewracają się jakieś
rowery
z piersi tłumu
nieomal ze szlochem
wyrywa się potężne westchnienie
ulgi
JEST !
pół godziny po czasie
JEST AUTOKAR !
zachłyśnięci szczęściem
podnieceni
wylegamy z cienia
będziemy się nurzać
w kaskadach powitań …
a z kim ?
kto siedzi w tym autokarze ?
Papież ?
nie
Rolling Stonesi ?
drużyna narodowa ?
nie
to nasze ziaby
śkraby
tuptusie kochane
wracają ze swej pierwszej
szkolnej wycieczki !
.
JESZCZE JEDEN WIERSZ O PTAKACH
Oj…
kichnąłem i wtedy
gromada małych, szarych wróbelków
czmychnęła mi spod pióra
trudno
dziś o wróblach nie będzie
będzie o innym ptaku
o pawiu
ten jest zawsze we mnie
dumny
wyniosły
i strojny jak jaki margrabia
mam go w klatce
to on mi ciągle każe
zadzierać łeb wysoko
wynosić wzrok nad poziomy
i ja tak czynię
ale jest problem
bo chodząc z głową w koronach
drzew
tratuję przecież stokrotki
poziomki
i grzyby
a i nieraz wdepnąłem w
kałużę
i nie dwa
to straszne
po co mi ten paw
właściwie
poszukam kluczyka od klatki
męczy mnie ten paw
cholera
chyba go puszczę
ja jednak wolę wróbelki
sio pawiu
no dobra…
zacznijmy od nowa
„gromada małych, szarych wróbelków
sfrunęła na alejkę
i grzebie w listowiu ……”
.
DYSKRETNY UKŁON ATEISTY
Co by nie mówić
i jak by nie zaprzeczać
każdy
ma swojego Boga
pisanego i myślanego
dużą literą
cyniczny
tłusty milioner
ma swojego Boga
i pijany pucybut
u wejścia do metra
też
ma Go Arab w sandałach
i komandos w butach z kewlaru
psia dusza ma swojego Boga
i koń w transporcie do rzeźni także
a jakże
bo jak mawiają Francuzi
nawet trójkąty mają swego Boga
który ma trzy boki
I co by nie mówić
i jak by nie zaprzeczać
każdy się modli
do swojego Boga
po swojemu
głośno
lub cicho
programista się modli
cyframi
gołębiarz rzuca okruszki
mała dziewczynka wystawia lalkę
ku niebu
by w jej imieniu mówiła
gdy ona sama się wstydzi
a jej brat
po nocach pisze wiersze
i chowa je przed matką
w tapczanie
każdemu bowiem trzeba
chwili wytchnienia
każdy szuka nadziei
i zmiłowania prosi
lecz zazwyczaj się tym nie chwali
i nie mówi o tym
nikomu
od tego jest Bóg
intymny
osobisty
dla każdego inny
choć dla wszystkich jednaki
i ja też Go mam
mojego własnego Boga
który tak bardzo
nie istnieje
i który tak bardzo
pomaga mi
żyć
.
STRACHY
Duchy wyglądają jak duchy
szczerzą te czarne
spróchniałe kły
wyją w piwnicach i zaułkach
ślepiami świecą w mroku
trzaskają drzwiami na piętrze
tylko czekają aż człowiek
zostanie sam
i przesuwają przedmioty
albo zioną grobowym chłodem
tak że serce zamienia się w sopel
a włosy stają dęba
na głowie
a jednak duchów się nie boję
ja koło ducha mogę spać
z duchami mógłbym pić wino …
(i faktycznie czasem to robię)
bo jeszcze nigdy w dziejach ludzkości
żaden duch nikogo nie zgwałcił
i nikogo nie oblał kwasem
nie bił dziecka po głowie
pasem
z metalową klamrą
nie słyszałem także by duch
oszukał samotną staruszkę
albo młode małżeństwo kupujące
swój pierwszy wymarzony samochód
duch po pijaku nie rozjedzie
ludzi na przystanku
psa nie skatuje
drewnianym kołkiem
i nie napisze na forum
„zdychaj gruba świnio
pedale”
więc kiedy nocą
na spacerze
w porcie
widzę dwa słupy
co rzucają trzy cienie
truchleję
lecz potem gdy jeden z tych cieni
faluje
szeleści peleryną
i rozpływa się nagle w ciemności
jak zjawa
myślę sobie
„uh…
to tylko duch
dzięki Bogu
a mogło być
gorzej
to mógł być przecież
żywy człowiek”
.
60 MINUT
Minimum godzina
tyle muszę dać z siebie
każdego wieczoru
w tempie które ona dyktuje
bez żadnego respektu
dla mojego wieku
i bez żadnej troski
o moje serce
45 minut
to dla niej za mało
spać potem nie może
i bywa rozdrażniona
a więc godzina
minimum
każdego wieczoru
bo jest młoda
bo w głowie jej szumi
bo patrzy mi w oczy z wyrzutem
jeśli nie daję rady
i bywa smutna
nadludzkim wysiłkiem woli
spinam się w sobie
w końcu jestem twardym
facetem
przymykam oczy
i myślę o tym
że kiedy już dojdziemy
oboje nas czeka nagroda
dla niej miska karmy
dla mnie szklaneczka whisky…
ja chyba zaczynam lubić
te nasze wieczorne
spacery
.
MÅNGATA

MÅNGATA
.
Szliśmy wzdłuż plaży
zero wiatru
na morzu tafla
sierp księżyca wyznaczył na wodzie
szeroką
świetlistą autostradę
piękne
srebrzyste zjawisko
na które w naszym języku
nie ma jednego słowa
a szkoda
w Skandynawii mówią na to
„mångata”
co znaczy
„księżycowa ulica”
spuściłem psa ze smyczy
i wtedy znienacka
spomiędzy wydm wyłoniła się zjawa
jedna z tych bogiń w średnim wieku
co to czują gwałtowną potrzebę
zrzucenia 20 kilogramów
więc biegają katując do bólu
swoje nieziemskie ciała
muszle i wodorosty
chrzęściły pod jej stopami
minęła nas jak komandos
szybko
krzepko
posuwiście
wymachując na boki rękoma
smyk
smak
smyk
smak…
ciasno opięta w lycry i strecze
majtała frontową sprężystością
fajtała zadnią krągłością
w rytm muzyki w słuchawkach
smyk
smak
smyk
smak…
w tej poświacie bijącej od mångaty
wyglądała jak jakaś
ni to nimfa ni foka
błyszcząca
jędrna
i dzika…
smyk
smak…
mój pies się zjeżył
i warknął
tak na wszelki wypadek
dobry pies
cholera
ja sam bym ją chętnie
dogonił…
i ugryzł w dupę.
.
.
.
.
.
.
.
/ rysunek pożyczony z oficjalnej strony Uniwersytetu w Stavanger (No) /
DROGA EWO
Umberto Eco
zapytany
gdzie chciałby mieć trzecie oko
gdyby mógł je mieć
powiedział …
hmm
no właśnie
większość ludzi powiada
że z tyłu głowy
a on odrzekł :
„na czubku palca wskazującego”
pisarz
i poeta
to jednak człowiek
który zuchwale sięga
najdalej
i wnika najgłębiej
w podglądaniu świata
dziewczyny
wybaczcie pisarzom
i poetom
jeśli nie zawsze potrafią
trzymać łapy
przy sobie
.