WHISKY

Pół butelki mi trzeba

Wieczorem

mała

szybka szklaneczka

potem druga

na apetyt

Kabanosy

ser

krakersy

dużo coli

jakiś owoc

szklaneczka

szklaneczka

szklaneczka

A kiedy prąd zaczyna płynąć

to nie wolno się spieszyć

trzeba wiedzieć kiedy

dokładnie w której sekundzie

dosączyć kilka volt

by maszyneria grała

jak należy

Pół butelki mi trzeba – powiadam

wieczorem

by powstał wiersz

Byłem w garażu

oceniałem zapasy

szturchałem dźwięczące kartony

jest nieźle

będą tam tego

dobre dwa

tomiki

.

PARDOKS

I po co te kwiaty ?

Przychodzić na pogrzeb człowieka

który targnął się na życie

to bolesna ironia

to jakby kto przyzwoitości

dał w twarz

„ Znałem go od takiego…”

„Równy chłop”

„Przyjaciel”

„Kto by pomyślał”

Cóż

bądźmy szczerzy

mówienie „przyjaciel” o człowieku

który właśnie się zabił

to świętokradztwo

to kłamstwo

i smutny paradoks

bo jeśli faktycznie tak było

jeżeli to był

nasz przyjaciel

to jak do cholery wyjaśnić

dlaczego przyszliśmy

o te parę dni

za późno ?

.

UCIEKAJ

 

„nie wyrywaj się z tego tłumu

Rajmundzie

i nie wołaj za mną „tato”

oni przyszli po twoją siostrę

lecz nie było jej w domu

gdzieś przepadła

więc matkę wzięli za nią

matka już raczej nie wróci

mnie też prowadzą do transportu

nie bez powodu mam dłonie

splecione na karku

widzisz te kolby karabinów

szturchające mnie w plecy

nie mogę nic zrobić chłopcze

wiem jak bardzo

chcesz być ze mną

wiem

że zostaliśmy sami na świecie

tylko Ty

i ja

tym bardziej

zaklinam

nie wyrywaj się z tłumu

i nie wołaj za mną „tato”

zostań wśród gapiów na ulicy

masz aryjski wygląd

to może chociaż Ty jeden

przeżyjesz

kocham Cię mały

zrozum

nie będą mieli litości

dla dziesięciolatka

skoro jej nie mieli

dla dziecka

w łonie Twojej matki

uderzenia kolbami

mniej bolą

kiedy wiem

że Ty jesteś bezpieczny

uciekaj synku

nie patrz na to

nie wybiegaj z tłumu

i błagam

nie wołaj za mną „tato”

.

 

Chłopiec posłuchał

i przeżył

lecz ojciec Rajmunda

nie miał rzecz jasna czasu

i sposobności

by patrząc w oczy syna

móc niepostrzeżenie

wypowiedzieć powyższe słowa

To co krzyczało mu w sercu

i w umyśle

to i o wiele więcej

zdołał wyszeptać w sekundę

w jednym krótkim…

„spierdalaj”

i było to najdziwniejsze

najbardziej poruszające

wyznanie miłości

z jakim się w życiu

spotkałem

.

 

ZWIĘDŁE TATUAŻE

 

 

Po schodach

jeszcze niedawno

zbiegał z łoskotem

drzwi bramy otwierał z kopa

a gospodyni zamiatała podwórko

udając

że go nie widzi

bo w owym czasie

zaczepiony słowem

odpowiadał rykiem

No ale teraz

w jego wieku

jest już spokojny

.

Wszelkie obawy

jeszcze niedawno

niczym kawałki kredy

wcierał w płyty chodnika

dylematy darł na strzępy

i ciskał nimi na wiatr

wypinając pierś buńczucznie

zdmuchując z policzków

kosmyki włosów

i skrawki zwątpienia

lecz teraz

w jego wieku

już tak nie szumi

.

W parku

do niedawna

był wulkanem zamętu

lecz od pewnego czasu

gdy śniady młodzieniaszek

gwizdnie

i rzuci za nim szyszką

lub butelką z plastiku

puszcza rechot mimo uszu

i z godnością odchodzi

bo teraz

w jego wieku…

już nie ma innego wyboru

.

Widziałem go na przystanku

Skorpiony

na jego ramieniu

siną farbą kłute

powiędły i zmarniały

i jakby ugrzęzły w mule

Stał zadumany

i chyba zdziwiony

wpatrzony

w tramwajową szynę

Nigdy by nie pomyślał

że będzie żył

tak długo

.

 

ELEMENTARZ ŁÓDZKI

Julka to mądra dziewczynka

która wie

że kiedy ojciec przychodzi pijany

i zaczyna się rzucać

to trzeba wziąć portmonetkę mamy

schować ją do lalczynego wózka

i jakby nigdy nic

iść sobie na spacer po podwórku

Córki ojciec nigdy nie ruszy

nigdy się nie zdarzyło

bo to w sumie

przyzwoity chłop

W ogóle jak ojciec nie pije

to jest to fajna rodzina

i zżyta

Odkładają na wczasy w Bułgarii

Między innymi

dzięki zmyślności Julki

marzenie być może się spełni

jeszcze rok

lub dwa

byle przed końcem podstawówki

żeby i ona choć raz

po wakacjach

miała co opowiedzieć

koleżankom

bo tak to nie ma

.

ZNÓW TA WIOSNA…

 

 to smutne wspomnienie

jest jak chmura

tytoniowego dymu

co nagle się formuje

w postać kościotrupa

wkłada ci rękę do gardła

po łokieć

i próbuje wyrwać

serce

to boli

cofnę zegary

lecz nie cofnę czasu

zmyję krew

lecz tego bólu nie zmyję

to złe wspomnienie

będzie zawsze przy mnie

na wyciągnięcie ręki

a nie do złapania

jak cień

lub jak odbicie w lustrze

choć drżące i płochliwe

to nie da się przegonić

dopóki wraz ze mną

skubane

w proch się nie obróci

.

ZWYKŁA MĘSKA RZECZ

 

 

 

 

Budzisz się czasem spocony

w poniedziałek

o piątej rano

i nie mażesz spać ?

Pali cię troska

o obrót spraw

oraz pytanie

dlaczego to tak poszło

i co będzie dalej ?

Czujesz strach

i wstyd

i sam nie wiesz co gorsze ?

Gdy ci to znowu siądzie na piersi

by dusić kleszczami grozy

wstań

i podejdź do okna

Spójrz na uśpione miasto

Wierz mi

nie ty jeden

dałeś się tak załatwić

Nie jesteś sam

Tam

w którymś z tych ciemnych okien

stoi ktoś jeszcze

i czuje strach

i wstyd

i sam nie wie co gorsze

Wiesz

takimi rzeczami

zazwyczaj

nikt się nie chwali …

A może się wszyscy umówmy

że w przyszły poniedziałek

dokładnie pięć po piątej

zapalimy lampkę

latarkę

zapałkę

cokolwiek co świeci

w tym oknie

w którym tak stoimy…

Gwarantuję ci bracie

że wtedy to miasto

rozbłyśnie

jak Las Vegas w Sylwestra

.

 

LUNCH MISTRZA

Chleb wyskoczył z tostera

chrupki

opieczony na złoto

nie spalony

lecz na tyle gorący

by pikantne skrawki

pachnącego edamera

rozpłynęły się na nim

pociągle

miękko i perliście

Na to plasterki

soczystej wiejskiej szynki

zarumienione na patelni

z odrobiną cebulki

nic tak nie pachnie

jak smażona cebula

i wreszcie dwa jajka

dwie słoneczne kule

posadzone na chmurkach

świeżutkiego białka

połyskliwe i drżące

gotowe rozlać się smakowicie

pod czułym dotykiem

widelca

zaś obok

trzy małe

ogóreczki konserwowe

pachnące octem i czosnkiem

i plaster pomidora

takiego prosto z krzaka

przyprószony obficie

wonnym pieprzem

i zasypany najlepszą

gruboziarnistą solą

sztućce

serwetka

szklanka zimnej wody

ech

warto żyć

dla tych chwil wytchnienia …

Wtem

do domu wpada chłopiec

„Cześć tata” – woła

„Jest co zjeść?

O!

skąd masz takie?!

eee…

są jeszcze jajka w lodowce?”

Dzieciak przełyka ślinę

zagląda do chlebaka

otwiera lodówkę

zamyka lodówkę

drapie się po głowie

„Co tam w szkole?” – pyta stary

„Test oddali”

„I co?”

„Na dwadzieścia dwa pytania

dwadzieścia dwie dobre odpowiedzi”

„Stać cie na więcej synu”

„Ale jak to?”

„Na dwadzieścia dwa pytania

trzydzieści dobrych odpowiedzi

tego się trzymaj

inaczej

daleko nie zajdziesz

i będziesz nikim

jak twój tata”

„Hehehe”

„Hahaha”

Ojciec odsunął talerz i złożył

wciąż jeszcze czyste sztućce

„Wiesz co ?

Możesz to zjeść” – powiada

„Naprawdę?

a ty nie chcesz?”

„Nie

Ja muszę wracać do pracy

cholera

i tak już jestem spóźniony”

„Aha…

no dobra

to dzięki”

Stary przełknął ślinę

zmierzwił chłopakowi włosy

złapał kubek kawy i

wyszedł z domu

mając nadzieję

że może jeszcze zdąży

kupić na stacji

po drodze

jakąś parówkę

.

 

 

 

 

JESTEŚ JUŻ DUŻA, MOJA MALEŃKA

 

 

Z bajek

królewno

chyba już wyrośliśmy oboje

od teraz

wieczorami

będę Ci opowiadał wyłącznie

prawdziwe historie

każda z morałem

lecz trudniej będzie

o dobre zakończenia

trzeba Ci wiedzieć

że tutaj

„żyli długo i szczęśliwie”

nie zawsze się zdarzy

i że nie wszędzie gdzie byłem

miód i wino piłem…

Tak

Zacznę jednak od pewnej

pogodnej

krzepiącej

i bardzo dobrej historii

otóż :

„Gdy pierwszy raz ujrzałem

Twoją mamę …

.