NIE NAJPIĘKNIEJSZA

_

_

Jak by to powiedzieć…?

najpiękniejsza nie byłaś

jedna z tych 

co to samotne

niechciane

oparte o ścianę

czekają na swojego

wymarzonego 

wyśnionego księcia

byle jakiego

więc jestem

i teraz ci powiem 

co będzie dalej

otóż 

wezmę cię do ciepłego

zaczaruję

ozdobię 

wystroję

prawdziwą

przepiękną królewnę 

z ciebie zrobię

i wtedy to ja

będę się grzał

i rozpływał 

w blasku bijącym

od ciebie

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

rys: Alexander Millar 

SAD ALIEN

_

_

Pewnego dnia przylecą

swoim srebrzystym cygarem

i staną przed nami

szczupli

zielonkawi

niewysocy

staną przed nami

nic nie mowiąc

i będą tak stali

i patrzyli

na nas

tymi swoimi 

wielkimi

szklistymi oczyma

a ludzkość się zgromadzi

i zacznie komentować

ktoś stwierdzi 

że najpewniej

są to posłańcy Boga

lecz zostanie wyśmiany

ktoś inny zawoła

że należy ich 

zabić

że nie chcemy tu takich

chyba że zapłacą 

bo to nasza Ziemia

kilku oczywiscie

spróbuje się dogadać

z nowo przybyłymi

bez wiedzy pozostałych

a właściciel działki 

nad którą zawiśnie 

srebrzyste cygaro

będzie sprzedawał bilety

po wygórowanej cenie

pojawią się tandetne

koszulki

figurki

balony

wszystko w zielonym kolorze

z kiepskiego plastiku

i drogo

ludzie z opcji “posłańców”

będą śpiewali pieśni

i sprzedawali odpusty

powstaną fundacje

i stowarzyszenia

lecz wszyscy się zaraz 

pokłócą  

z innymi

i między sobą

o pieniądze

o władzę

o dostęp do bufetu

o nic

zaczną się przepychanki

wyzwiska

i kąsanie przewin

a chytrość i obłuda 

jak zwykle

unurzają nas w bagnie

wzajemnych oskarżeń 

i nienawiści

i wtedy

ci Obcy 

nagle się poruszą

drgną

jakby smutni

strapieni

spojrzą po sobie

wcisną guzik 

i wypompują nam cały 

tlen

z atmosfery

i odlecą… 

a wtedy ja

ja

dorwę się 

do mikrofonu

i na ostatnim 

śmiertelnym 

agonalnym wydechu

zawołam :

no i dobrze!

na nic innego żeśmy

nie zasłużyli … !

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

foto: Funny-Alien-Sad-Face-Image- www. askideas. com

PRZYJACIEL

_

_

To był mój 

Przyjaciel

taki przez duże pe

właściwie jedyny

najlepszy

prawdziwy

jakież to było piękne 

ważne

i krzepiące

ta nasza przyjaźń

gdy obaj byliśmy 

młodzi

i bez kasy

lecz potem już tylko ja

byłem bez kasy

przez dłuższy czas  

i jakoś…

nie dało się tego

utrzymać 

cóż…

czasem 

widuję go w telewizji

jak czyta swoje 

wiersze

które ja 

wciąż  

nie do końca 

rozumiem 

.

.

.    

.  

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

. . . . . . . . . . 

UTRZYMANKA

_

_

Historia stara jak świat

starszy gość

w niedopiętej marynarce

siwiejący

z zadyszką

żonaty

i młode

śliczne dziewczę

na utrzymaniu

ciche szepty

w przedpokoju

drobne

niegroźne szantaże

jakieś prezenty

przelewy

ciuchy

wakacje

i kosmetyki

zgoda na wszystko

bo tak naprawdę

za jeden uśmiech

za ten promyk w oku

to nawet życie…

na to mi przyszło

na to mi

przyszło

panowie

czego każdemu

życzę

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.fot: wł.

TAKA SYTUACJA

_

_

Jak zwykle

kiedy mnie przycisnęło

kibel był zajęty

długo

długo to trwało

nim wyszedł

skacowany

zarośnięty

z ogryzkiem cygara

w zębach

rzecz jasna nie spuścił wody

tego rodzaju

typ

wiecie

i wtedy

zdałem sobie sprawę

że przecież to mój dom

mój kibel

że byłem w domu  sam

i że nie znam faceta

i w ogóle

o co chodzi… ?

halo … ?

polazł do kuchni

wyjął piwo z lodówki

otworzył o kant stołu

“masz jakieś chipsy?” – zapytał

nie czekał na odpowiedź

otworzył tę szafkę co trzeba

wyjął chipsy

i rozerwał paczkę

rozsypując połowę

po podłodze                                                                                     

“dobra” – powiadam

“coś ty za jeden ?”

pociągnął z butelki

“znasz mnie” – mówi po chwili  

“przecież jestem przy tobie

od twoich narodzin

i będę

aż do śmierci

taka sytuacja”

“ok

niech zgadnę

Anioł Stróż ?” – pytam

“twój Anioł Stróż 

kolego

a mój partner

właśnie przysnął bidula

smutny oferma

starzeje się

jak my wszyscy

buchnąłem mu klucze od portalu

i wpadłem tu na chwilę

skorzystać z kibelka

i skubnąć ci piwo

taka sytuacja…”

“Anioł … partner … przysnął …?”

“No

bo wiesz

my zawsze chodzimy

parami

Anioł Stróż

i ja

Diabeł Dręczyciel

tyle że o mnie

nigdy się nie mówi

nie wspomina

co mnie zresztą strasznie

boli …”

pomyślałem

że też napiję się piwa

chciałem je otworzyć

otwieraczem

tak jak trzeba

ale kapsel nie puścił

znaczy puścił

tylko do połowy

i piwo jak z gaśnicy

rzygnęło na tapety

wykładzinę

firanki

spodnie

okulary…

“to będzie śmierdziało

pół roku” – powiedział

wstawiłem syczącą butelkę

do zlewu                                                                                    

“dręczyciel ?” – pytam

“no wiesz

na przykład…

trafiasz na przeceny

lecz zapomniałeś portfela

albo się spieszysz jak cholera

ale akurat wtedy

wszyscy w tym mieście

stają przed tobą w kolejce

do bankomatu

albo po benzynę

choć normalnie to

pustki

taka sytuacja

albo

powiedzmy …

czekasz w gabinecie

u lekarza

czekasz

czekasz

czekasz

i czekasz

a kiedy wejdzie pielęgniarka ?

wejdzie akurat wtedy

gdy ze stetoskopem

przy rozporku

próbujesz posłuchać swoich …”

“dobra !” – przerwałem – “wiem kim jesteś”

“tak

to ja

twój osobisty

Diabeł Dręczyciel

taka sytuacja” – westchnął

wyglądał na zmęczonego

nie dziwota

mało kto zapieprza

tak jak on

i nawet było mi go trochę

jakby żal

lecz nie zdążyłem już nic

powiedzieć

dopił piwo

spojrzał w sufit                                                     

potem na mnie

puścił oko

zasalutował

i zniknął

i zaraz  przypomniałem sobie

jak bardzo mnie ciśnie

potrzeba

poszedłem do kibla

i przez jakiś kwadrans

myślałem o sprawie

a kiedy chciałem już wstać

to się okazało

że z rolki papieru

została jedynie

tekturowa tutka

nie zostawił mi skurnol

ani kawałeczka

a jak już wspomniałem

byłem w domu

całkiem sam…

taka sytuacja

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

“Jack Nicholson” collage z banderolek od cygar, autor: Alexander Gashunin

KLAKSONY

_

_

Staliśmy w korku

wszyscy

bez wyjątku

jak leci

gospodynie domowe

lekarze

księgowi

robotnicy

studenci

i ja

wartkie dotąd strumienie

zwykłych

powszednich zdarzeń

każdego z nas

zastygły nagle w jedno

martwe

nieruchome

bagnisko beznadziei

mogliśmy w nim jedynie                                                      

tkwić

i czekać

minęło sporo czasu

aż wreszcie

ktoś z przodu zatrąbił

kilka razy

przeciągle

ze smutkiem

jak gdyby chciał wytrąbić

wykrzyczeć

jakąś skargę

“dooość ! – dooość !  do – dooość !

usłyszałem

ktoś inny

gdzieś z tyłu

odpowiedział mu donośnym          

“ ur – wa – maaaać !

a spod potężnej maski

białej ciężarówki

tuż obok

znienacka dobiegło

rozpaczliwe wołanie

“ma – mooo !” “maaaa – mooooo !”

tak to w każdym razie

zabrzmiało

tak to                                                                                      

usłyszałem

nie inaczej

a potem

nagle

i zewsząd

z każdej z tych stalowych

błyszczących lakierami piersi

poczęły się wyrywać

skargi

groźby 

żale

jak gdyby

zapuszkowana w autach ludzkość

w klaustrofobicznym odruchu

zapragnęła nagle

wytrąbić

wykrzyczeć

wszystko to co zaległo

lękiem i rozpaczą

wściekłością i strachem 

w jej udręczonej duszy

“niech – ktoś – co – fnie – czaaaas !”

trąbiono

“sam ! sam ! cią – gle – saaam !”

słyszałem

“ma – mooo ! ma – mooooo !”

“strach ! straaach!                                                                                 

“nie ! – nie ! – nieeeeeeeeeeee!”

“drań ! dra – niu ! wróóóóć !”

“da – ruj !” “daaaaa – ruj !”

“straaaaaaaaach !”

.“mo – ja – wi – naaa! !”

“why- me ?!”

„why- why – meeeeee ?!”

pytał ktoś

gdzieś z boku

a kto inny oświadczał

“Bo – ga – nie – maaaaaa !”

“Nie – ma – Booooooo – gaaaa !”

i tak dalej

trąbiono

wciskano klaksony

gwałtownie

głośno

coraz głośniej

aż wreszcie

to wszystko się zlało

w jeden

pulsujący

budzący grozę skowyt

podobny do tego

co zburzył mury Jerycha

i byłby ów skowyt zapewne

rozdarł niebo

rozłupał ziemię na pół

gdyby nie to

że ten korek

wreszcie drgnął

i ruszył

i z wolna popłynął

tu i ówdzie

dały się jeszcze słyszeć

pojedyncze okrzyki

westchnienia

chlipnięcia

lecz w końcu to wszystko

ucichło

ustało

wszyscy się

rozjechali

każdy                                                                                      

w swoją stronę

teraz już jakby

cichsi

spokojniejsi

choć ten i ów

dyszał jeszcze

i ocierał

łzę

niektórym

naprawdę

ulżyło              

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: William Siegel (1905–1990; born Wilhelm Tsiegelnitsky, later William Sanderson)

TO TYLKO JESIEŃ 

_

_

Młody orzech zobaczył 

przepiękną  jabłonkę

całą  w kwiatach

delikatną  i pachnącą

ona urzekła jego

a on urzekł ją

w czasie burzy

osłonił ją od wiatru

i od tamej pory

dużo rozmawiali

coraz więcej

i więcej

cóż to były za noce

cóż to były za dni 

i noce

tacy strojni oboje

tacy młodzi

białe i różowe

wianki kwiatów

wśród soczystej zieleni                                                            

młodych liści

i  słońce

i księżyc

i deszcz

i owoce

ptasie harce

i trele w konarach

tak wiele 

tak wiele się

wydarzyło

długo by opowiadać

lecz wreszcie

przyszła jesień

i odleciały ptaki

przygasło słońce

a noce stały się chłodne

opadły liście

i teraz

w świetle księżyca

widać jedynie nagie

wiatrem do ziemi przygięte

już nie tak piękne jak kiedyś

konary

tych dwóch drzew

w których przestały krążyć 

soki

przestało buzować 

życie

gałęzie niczym ramiona

szukają sie w ciemnosci

smutne

zatroskane

jakby nie wiedziały

że to jeszcze nie koniec

bo  przecież 

Wielki Ogrodnik

przygotował dla nich

wiosnę

i przecież znów zakwitną 

białe i różowe  

wianki kwiatów

wśród soczystej zieleni

młodych liści

i znów 

będzie słońce

księżyc

deszcz

i owoce

ptasie harce

i trele w konarach

tak wiele

tak wiele się jeszcze

wydarzy

dlugo by 

opowiadać…

uwierz

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: “Two Trees” by Osnat Tzadok 

WHY ?

_

_

Wracaliśmy z Kopenhagi

tym samym pociągiem

ta Amerykanka

ze swoim psem

i ja

znaliśmy się tylko z widzenia

ale jej powiedziałem

że po drugiej stronie mostu

zostawiłem samochód

i że mogę ją zabrać

i tego jej psa

strasznie się ucieszyła

tym bardziej

że padał deszcz

gdy wsiedliśmy do wozu

jak automat

wycelowałem palec

wskazujący

w panel radia

lecz nim jakaś kapela

gruchnęła łomotem

nim sprzedawcy czegoś tam

zjawili się ze swymi

męczącymi reklamami

ona

ta Amerykanka

uniosła otwarte dłonie

jak dwie tarcze

i powstrzymała mnie

kręcąc głową

“szszszszsz” – wyszeptała

“szszszsz”

“szszsz…”

“sz…”                                                                                                      

chwilę siedziałem w bezruchu                                            

nim dotarło do mnie

jak wielu rzeczy używam

tylko dlatego

że je mam

i tylko dlatego

że są

włączam radio

bo je mam

chrupię chipsy

bo są

i dokładnie tak samo

jest z cukrem

telewizją

władzą

z niektórymi

słowami…

i w ogóle

z wieloma rzeczami

wtedy

nie włączyłem

tego radia

usłyszałem deszcz

bębniący o szyby

rozmawialiśmy

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: hyperrealistic oil painting, “Complete stop” by Gregory Thielker

CUD

_

_

Byłaś jak wiosna

powiedzmy w środku maja

taka jędrna

soczysta

i świeża

a ja 

byłem silny jak dąb                                                

teraz tylko patrzeć

jak któregoś wieczoru

powrócisz do chałupy 

zgarbiona

z kijem w ręku 

z wiązką chrustu 

na plecach

i zastaniesz mnie w sieni

na zydelku

drżącą dłonią 

będę moczył 

w ciepłym mleku

pajdę chleba

hahaha

lecz tak na 

poważnie…

to co się wydarza

w międzyczasie

to jest cud

prawdziwy 

cud

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Jason Marsh

EKOLOGICZNY DYLEMAT 

_

_

W południe wyszliśmy przed warsztat

żeby zapalić

i wtedy się pojawił

ten latający talerz

czy raczej talerzyk

taki był mały

srebrny

pękaty

mrugał zielonym oczkiem

osiadł na murku śmietnika

wypuścił maleńki głośniczek 

i zaczął do nas gadać

głosem nadzwyczaj czystym

i donośnym

nie byle jaka to była

technika

“Witajcie – powiada

ja jestem Kreator

niechaj was wielkość moja                                       

nie zwiedzie

moc jaką posiadam

nie z rozmiaru  się bierze

ja nie mam początku w czasie

ani granic w przestrzeni

ja jestem 

Wszechistota”

“No i … ? “ – zapytał któryś z chłopaków

“Trzeba wam wiedzieć 

że wymyśliłem czas

i materię

wykreowałem  przestrzeń

a potem

w to trójwymiarowe

kontinuum

wprogramowałem was

życie

i trzeba wam wiedzieć

żem tak samo uczynił

w wielu jeszcze innych

zakamarkach wszechświata

zasiałem życie 

na licznych

kosmicznych poletkach

a teraz

udałem się w podróż

teraz  

nawiedzam te światy

i oceniam plon”

“Aha

 i jak wypadamy?” – spytałem

“Do was przybywam

w wielkim smutku” – powiedział

“albowiem

nie jesteście sami

we wszechświecie

lecz wszechświat

oddzielił się od was

czasoprzestrzennym ekranem

który sprawia

że nawet o tym nie wiedząc

jesteście zamknięci

w kosmicznym rezerwacie

jak dzikie bestie w zoo

jak jadowite węże

czy tarantule w szklanym 

akwarium

bo wszechświat się was 

boi

jest wami

przerażony

wasza planeta to

samo zło

czyste zło 

w porównaniu z innymi

jesteście kłębowiskiem 

wściekłych 

jadowitych żmij 

tylko wy

obdzieracie piękno ze skóry

wszystko co było dobre

zmieniliście w truciznę i jad

tylko wy

palicie swoje gniazda

maltretujecie dzieci

chłepczecie krew wrogów

i pożeracie serca

zdradzonych przyjaciół

popijając własnymi łzami

bo jesteście samotni

bezlitośni

pazerni

okrutni i źli

lecz przede wszystkim

samotni

kosmos się was 

lęka 

jak zarazy

bo zachodzi obawa

że wkrótce się 

rozpełzniecie 

i będzie to jego

koniec …”

któryś z chłopaków pstryknął

żarzącego się peta

pet odbił się od puszki

latającego talerzyka

z cichym “pyk”

i pociągnął za sobą 

snop iskier

jak jakaś miniaturowa 

kometa

“Musicie się opamiętać ! ” – huknęło z głośniczka

“Ja  przybywam tutaj  

żeby wam powiedzieć …”

Seba był najszybszy

chwycił szpadel

i BANG !

rozpłaszczył talerzyk

na murku śmietnika

dla pewności poprawił

trzy razy

robiąc z niego blaszkę

zielone oczko

mrugało jakąś chwilę

coraz słabiej

i słabiej 

aż zgasło

dymiące jeszcze resztki

pofrunęły w kontener

oznaczony tabliczką  

“odpadki – metal” 

choć przez chwilę 

braliśmy pod uwagę 

ten z napisem

“odpadki  – plastik i elektronika”

i taki to właśnie mieliśmy

ekologiczny 

dylemat

.

.

.

.       

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

Mal: Fresk “Ukrzyżowanie Chrystusa” Monaster Visoki Dečani (Kosowo) prawdopodobnie XIV w.