BOHATER

.

Gy opuszczałem ten kraj

przed laty

sprzedał mi konserwy

i chleb na drogę

i pojechałem

zacisnąłem zęby

zakasałem rękawy

padłem na kolana i wstałem

ogniem i toporem

wytyczyłem szlaki

zdobyłem obcy półwysep

zwycięzylem wrogów

których języka wtedy nie znalem

posadziłem tam swoje

drzewo

wyryłem swe imię na skale

i wróciłem

bogaty

czerstwy i śniady

z zarostem twardym

od morskiej soli

wróciłem

niezłomny

poorany bliznami

z tym błyskiem w oku

wróciłem

a On

był tu przez cały ten czas

siedział na kasie

i robił swoje

był tu

przez cały ten czas

i robił

co do Niego należy

i sprzedał mi dzisiaj

butelkę wody

i czarę pokory

bo nie wiem

przysięgam że nie wiem

kto tu do kurwy nędzy

naprawdę jest

bohaterem

.

WIECZNA TRWOGA

No i znów się nachlałem
ale o so chodzi?
czekanie
aż wróg wyjdzie z lasu
jest samo w sobie straszniejsze
niż najkrwawsza bitwa
od dnia narodzin stoję
i czekam
wpatruję się w ciemność
wsłuchuję się w ciszę…
lecz gdy pociągam z gąsiora
i tańczę
to wtedy
nie boję się żyć
wtedy
mógłbym żyć nawet
i sto lat

na

zdrowie

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

foto : Filmoteka Narodowa, Gustaw Holoubek w filmie „Pętla” 1957

BONNIE & CLYDE

Siadłem w cieniu werandy

i udawałem że drzemię

gdy trzymając się

za ręce

szli do automatu

sprzedać plastikowe

butelki

ta Amerykanka

co chodzi w czarnym

skórzanym płaszczu

napisała mi wczoraj

że cały kurort

mówi o nich

Bonnie & Clyde

a ja

dobry Boże

chciałbym mieć jedynie

pierś na tyle szeroką

by ich ochronić

przed wszystkim

.

GADAŁ DO MNIE JAK JAKIŚ PIEPRZONY BUKOWSKI

.

Gdy przyjdą zakręcić
wodę
albo wyłączą nam
prąd
co się już przecież
zdarzało
wtedy wiedz
że nie do końca płacone
rachunki
to pewna niedogodność
i tyle
prawdziwa sztuka to umieć
odnaleźć w tym wszystkim
jakiś sens
znasz paru milionerów
co dzień spotykasz bogaczy
tych zawsze było
bez liku
lecz pomyśl
szczerze …
ilu w swym życiu spotkałaś
naprawdę dobrych
poetów ?
.

TAKI MAŁY KOT



Stary Åke Persson
stał na strychu
przewiesił linę przez ramię
i wpatrywał się w belkę
u powały
i zjawił się kot
taki mały
kot
bystry
łowny
pewny swego
zobaczył końcówkę liny
leżącą u stóp Åkego
i skoczył
i stoczył
z nią krótką walkę
podrapał się za uchem
polizał łapę
i uciekł…
– a jednak jest życie
szepnął stary
– jest jeszcze życie na Ziemi
i jakby zawstydzony
odstawił taboret
i zszedł na dół
do sieni
otworzyć jakąś
puszkę
temu kotu
małemu
.

FRYDERYK CHOPIN ŻYJE

.


Ja kocham również 
tych mężczyzn
jak ojciec
i jak przyjaciel
pewnego razu
przed laty 
stary człowiek 
narysował chłopcu nuty
i nauczył go układać palce
na klawiszach z kości słoniowej
stary człowiek powiadał 
„hola
hola 
mój chłopcze 
powstrzymaj swoje konie
ten instrument to nie jest
karabin maszynowy”
innym zaś razem mówił
„ prawa ręka
prawa ręka
synu
daj jej więcej swobody
spróbujmy grać tego marsza
tak jak się gra mazurka
zobaczmy co z tego wyniknie”
i zaczynali od nowa
tysiąc razy
uparci
nieobecni 
skupieni
tchnąc we mnie dziwną 
wiarę 
że dzięki takim jak oni 
bez względu na wszystko
przetrwamy
bo przecież
dzięki takim jak oni
Fryderyk Chopin
żyje
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
foto: Rafal Trzebinski

SOPRAN

_

Trudno mi uwierzyć

że ludzie

tacy jak Ty

na rowerach

w deszczu

wożą płaczące dzieci

do przedszkola

rozpychają się w metrze

kupują ziemniaki

i zawstydzeni płacą

zaległe rachunki

za prąd

trudno mi uwierzyć

że aniołom

i demonom

kimkolwiek jesteście

przyszło żyć wśród ludzi

lecz ktokolwiek to sprawił

niech będzie

pochwalony

.

.

.

.

.

.

.

.

Casta Diva – V.Bellini – Claudia Couwenbergh – soprano

ROCZNIK 2000 (II)

_

To dopiero trzecie

pokolenie

bez długich na kilometr

pociągów z rannymi

bez szubienic na rynku

i bez grobów na plaży

są po prostu

szczęśliwi

dzieciaki

gdybym był bardziej

gorliwy

dziękowałbym Bogu

za każdy

kolejny

ich dzień

bez długich na kilometr

pociągów z rannymi

bez szubienic na rynku

i bez grobów na plaży

i oby żyli długo

nie do końca pojmując

o czym jest ten

wiersz

.

OJCIEC

_

Pod rozłożystym kasztanem

bukszpan wieczniezielony

rachitycznym krzewem

wyrósł dziko

chwycił się korzonkiem

grudy nadziei

i trwa

to drzewo go ochroni

przed gwałtowną ulewą

by jak sucha słomka

nie spłynął z potokiem

nagle wymyty

ze snu

to drzewo

gdy przyjdą upały

zbierze w swej koronie

krople rannej rosy

potem sypnie na glebę

życiodajną wilgocią

i bukszpan będzie pił

i bukszpan będzie żył

choć trawy wokoło

spłowieją

to drzewo go milcząco

osłoni

przed palącym słońcem

i właśnie takim byłeś

ojcem

teraz dopiero

rozumiem

.