W tym samochodzie przed nami chyba coś poszło nie tak jasnowłose dziewczę najpewniej z nie do końca dobrego domu (jedna z tych co to jeszcze bawią się lalkami a już wyglądają jak zmęczone czterdziestoletnie kobiety) i łysiejący satyr facet w moim wieku (jeden z tych co to w zamian za miłość oferują nagrzane auto bigmaka w makdrajwie i schowek pełen hotelowych kosmetyków “bierz co chcesz mała”) chwilę się szarpali aż wyrwała mu z łapy rękaw skórzanej kurtki i wyskoczyła na asfalt i trzasnęła drzwiami bliska płaczu dysząca rozpaczą pokazała mu faka splunęła i uciekła zniknęła w gęstniejącym mroku mogłaby być moją córką mogłaby być Twoją córką mam nadzieję że zna te przedmieścia dawno już nie widziałem tak strasznie samotnego człowieka . . .
. W rozsuwanych drzwiach galerii przewrócił się stary człowiek stary człowiek w zielonym chyba wojskowym płaszczu padał powoli dostojnie jak ścięta sekwoja porzuciłem torby i nim sięgnął bruku chwyciłem go w ramiona całe jego życie stanęło mi przed oczami .
Byliśmy tak młodzi myślałem wtedy że blues tylko blues grałem bluesa tańczyłem lecz potem zrozumiałem że muzyki jest więcej muzyka jest nieprzebrana nie do ogarnięcia jak ocean . byliśmy tak młodzi a ja wierzyłem w te wszystkie powstania śpiewałem hymny i piłem za zdrowie lecz potem stało się jasne że jednak ojczyzna zawodzi ojczyznę też zmieniłem . byliśmy tak młodzi chciałem być … miałem zostać … snułem plany… potem się okazało że tak naprawdę chcę jeździć traktorem i pisać wiersze i że nic więcej mi nie trzeba . byliśmy tak młodzi… na randkę przyszedłem w skórzanej kurtce ojca o dwa numery za dużej śmiałaś się było mi głupio lecz teraz już wiem że tylko co do Ciebie nigdy się nie myliłem .
Czasem ze sobą walczymy ludzie to przecież zwierzęta te kły i pazury lecz jak to jest możliwe że każda kolejna rana jaką Ci zadam otwiera się w moim sercu dwa razy głębsza i tak piekielnie pali ? to muszą być jakieś czary to ta cholerna magia potocznie zwana miłością przepraszam za wczoraj wiedźmo . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . fot: Olga Dyżakowska
Zaryglowałem drzwi nareszcie w domu sam teraz tylko dotrzeć do łazienki obmyć ręce i twarz w zimnej wodzie idąc przez długi ciemny korytarz kolejno zdejmuję maski dziś już nie będą potrzebne maska czułego brutala i bezwzględnego elfa woalka tajemniczości przyłbica pewności siebie spadają na podłogę jedna za drugą byle dotrzeć do tej łazienki odetchnąć nareszcie umyć ręce i twarz w lodowatej wodzie powleczone lukrem szczerości oblicze gorliwego sługi wieszam na gwoździu obok krzyża cynicznego wesołka zdzieram niczym tapetę i ciskam w kąt wierny kochanek to tylko silikon ląduje w koszu na brudną bieliznę zrzucam je wszystkie te maski wchodzę do łazienki i staję przed lustrem by w lodowatej wodzie umyć ręce bo do umycia mam już tylko ręce . . . . . . . . . . . . . . . . .. fot: Brandon Stanton “marooned on the subway” z albumu “Humans of New York”