OH !

_

_

Kosmos to wielki zegarek

połóż głowę na mojej piersi

i posłuchaj jak tyka

tik tak

tik tak

tik tak

a noc to wielka wiolonczela

obejmę Cię w biodrach

by poczuć

jak rezonuje

wibruje

drży

a ocean to ruch

ciągły ruch

moja dłoń

w Twoich włosach

faluje

góra dół

góra dół

góra dół

aż przyjdzie świt

i błyśnie

i tryśnie nagłym

brzaskiem

świt bywa taki

nagły

świt

to wielkie

słoneczne

OH !

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: A New Fall #17 by Stephanie Serpick (oil on panel)

PARA KSIĄŻĘCA

_

_

Razem wyglądali

dosyć dziwnie

wołaliśmy na nich

książęca para

ona była strasznie

niedoskonała

a on ją kochał 

szalenie

sam był niedoskonały

jeszcze bardziej

lecz ona

była w niego wpatrzona

jak w obrazek

pewnego razu

podciągnął spodnie wysoko

prawie pod samą szyję

“masz coś do mojej dziewczyny”? – zapytał

niby żartem

tylko sympatię i szacunek – odrzekłem

całkiem serio

mam nadzieję

że zestarzeli się razem

że wciąż jeszcze chodzą po mieście

trzymając się za ręce

serce w serce

dodając sobie nawzajem

otuchy

odwagi

urody…

chociaż nie

ja raczej jestem

pewien

że zestarzeli się razem

że nadal chodzą po mieście

trzymając się za ręce

serce w serce …

i tak dalej

jeśli ich kiedyś

zobaczysz

daj mi znać

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: z filmu “Światła wielkiego miasta” (1931)

RUPIECIARNIA

_

_

Nie śmiej się ze mnie

moje serce

jest jak zapuszczony garaż

starego człowieka

rupieciarnia 

lecz każda z tych rzeczy z osobna

ma swoją wartość

historię

cenę

każdą z tych rzeczy z osobna

pragnąłbym jeszcze

odkurzyć

wynieść do światła

zawołać –  popatrzcie !

patrzcie  co mam !

choć pewnie dla świata

mam tu jedynie

szmelc

kupę szmelcu

bałagan…

mniejsza o to

tak…

o !

a patrz na to !

to tutaj

na przykład

to jest

wiersz 

.

.

.

.

.

.

.

.

“OJCZE NASZ” PO UKRAIŃSKU

_

_

Gdy mnie uczyłas tej modlitwy

w Twoim języku

wierzyłem

że jak kościół murowany z kamienia

albo jak rzeka jesteś

odwieczna

i niezmienna

w deszczu

i w słońcu

i w porannej mgle

że jesteś

i będziesz

zawsze

nauczyłaś mnie gwizdać na palcach

i pozwoliłaś

bym niby przypadkiem

zobaczył Twoje

piersi

wszystko to doceniłem

gdy dorosłem

i wciąż wierzyłem

że jak kościół murowany z kamienia

jak rzeka

albo jak modlitwa jesteś

niezłomna

i wiekuista

że będziesz żyła

wiecznie

że przecież jeszcze zdążę 

zadzwonić

a gdy to w końcu zrobiłem

automat w słuchawce

powiedział 

“wybrany numer

anulowano

umowa z abonentem

wygasła…”

„Отче наш

що є в небі

нехай святиться ім’я

Твоє” 

odrzekłem

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

 fot: “Saying goodbye to nanny”

Photograph By CASANOVA, MCT (Times Colonist)

POST SCRIPTUM

.

_

Napisałem do ciebie list

przyjacielu

pytałem w nim o zdrowie

i w ogóle jak leci

wspomniałem dawne czasy

i tak dalej

lecz tak naprawdę

to chciałem ci napisać

że cię kocham

( jest to miłość męska

braterska

niczego sobie zatem

nie wyobrażaj

hahaha )

chciałem ci napisać

że cię kocham

bo im bliżej ostatniej

końcowej stacji

tym bardziej lubię ten pociąg

i podróżnych

tych z naszego przedziału

a nawet tych

mijanych w barze

chciałem ci o tym napisać

póki jeszcze słyszę

stukot stalowych kół

dopóki jeszcze słyszę

bicie własnego serca

i twoją gitarę

i nasz śmiech 

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: “Man Writing” by  RUTH ADDINALL

LENIWA NIEDZIELA

.

***

Wierzchem dłoni przetarła

czoło

zostawiając we włosach

ślady mąki

wyjrzała przez okno

i widziała

jak ten gałgan

wyszedł na podwórze

zapalił papierosa

zaciągnął się głęboko

uniósł głowę

wypuścił dym w niebiosa

i przez dłuższą chwilę

przyglądał się

ptakom

***

o Matko – pomyślała

co ja mam z tym leserem

nierobem

tylko piwo

koledzy

spanie do południa

i czarne paznokcie

zero klasy

cholera 

***

mężczyzna ruszył przed siebie

przemierzył podwórze

z wolna

bez pośpiechu

z jedną ręką w kieszeni

w drugiej dzierżył peta

***

moja młodość – myślała

moje złote warkocze

i mój głos anielski

dla tej łajzy w ofierze

a przecież

mogłam śpiewać w operze

mogłam mieć pułkownika

i jeździć po świecie

co za udręka

***

a on wydobył z szopy

kosiarkę do trawy

ten złom

to cholerstwo

co nigdy nie chciało 

odpalić

choć tyle razy

szarpała

wyrywała sobie

ramiona

kaleczyła dłonie

niemal do krwi

na nic

***

a on się schylił

i

szarpnął

raz

tylko raz

to było jak wystrzał

z armaty

nagle

mocarne

przemożne

motor szczeknął posłusznie

i wszedł na obroty

nóż zawirował

sypiąc iskry

siwy dym

ostry wizg

i żadnych wątpliwości

kto tu naprawdę

rządzi

i w ogóle żadnych

wątpliwości…

***

odeszła od okna

wróciła do stołu

a jednak

facet to facet – pomyślała

i dosypała mąki 

do ciasta

***

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: “Lazy Day” by Linda Layton

TO JUŻ WRZESIEŃ

_

_

Siedział na murku

przy skrzynce na listy

ze spuszczoną głową

smutny jak jesień

posępny

jak suchy liść

popatrz – powiedział

suplement diety

dla dziadków

darmowa próbka…

to tylko reklama –  odrzekła

chodź do domu

chodź

napijemy się kawy…

ale na tym jest moje

nazwisko

ja jestem już

w tym targecie…

ja…

z dziadkami… ?

to tylko reklama – powtórzyła

ludzie w twoim wieku

wyjeżdżają w Bieszczady

idą na studia

zakładają rodziny

a ten…

no…

Umberto Eco

w twoim wieku

dopiero co debiutował…

pomogła mu wstać

i poszli w stronę domu

a poza tym – powiedziała

to byczek z ciebie jeszcze

jak ta lala!

lala…? – zapytał niepewnie

wciąż jakby zagubiony

słabym głosem

a ona

nic nie odrzekła

zaczepnie

w swawolnym wyskoku

capnęła go za tyłek

tyłek miał

zimny

lodowaty

koniec z krótkimi spodniami – pomyślała

od jutra

będę mu już dawać

kalesony

.

.

.

.

.

.

.

.

EMIGRANT

.

_

Dawno temu opuścił

niedoskonałą

siermiężną

zabiedzoną Ojczyznę

by wreszcie żyć jak człowiek

aby wreszcie mieć środki

i czas

i móc siedzieć

i pisać

no i 

siedzi

i pisze

przeważnie

tęskne wiersze

o Ojczyźnie

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: Julianna Swirska

A GUU

.

_

Dwadzieścia lat temu

w moim domu zamieszkał

skrzat

mały skrzat

pluskał się w niebieskiej wanience

“jak się nazywasz?” – spytałem

“A Guu” – odrzekł

został moim kumplem

najlepszym

mój mały A Guu

Boże

cośmy mebli natłukli

grając w kuchni w hokeja

kijami od szczotek

a za krążek mieliśmy

nakrętkę od słoika…

przeżyliśmy razem

niemało

ja i A Guu

długo by mówić

lecz dzisiaj

się wyprowadził

mój najlepszy kumpel

A Guu

pakował swoje rzeczy

nie było tego wiele

stałem na podjeździe

ze stalową obręczą

zapiętą na gardło

i na przeponę

a każde jego słowo

dokręcało śrubę

“no to cześć tato” – powiedział

“wrócę jeszcze po rower…”

stałem tam z taką miną

jakbym nic z tego wszystkiego

nie rozumiał…

bo też

nie rozumiem…

“cóż

mogło być gorzej” – myślałem

“na przykład

mógł padać

deszcz”

.

.

.

.

.

.

.

.

.