Idę do domu – powiedział
i gwizdnął
pies
merdając ogonem
pobiegł za nim
może chodzić – pomyślałem
ma dom
i ma kogoś
kto go kocha
lucky man
.
Idę do domu – powiedział
i gwizdnął
pies
merdając ogonem
pobiegł za nim
może chodzić – pomyślałem
ma dom
i ma kogoś
kto go kocha
lucky man
.

IDŹ DO LASU
i przysiądź
na powalonym drzewie
w słońcu
i zapatrz się w zielony
mech
niech tam pies lata
po lesie
niech włóczy gałęzie
jest młody
niech hasa
tu niewybuchów
nie ma
chyba że twoje
ambicje
i twe młodzieńcze
marzenia
lecz te są już
rozbrojone
i już od dawna
niegroźnie
.

ŚWIĘTY
.
Ty jesteś jak księżyc w pełni
oświetlasz dukty leśne
skrzysz taflę na ciemnym jeziorze
Ty jesteś jak księżyc w pełni
zachwycasz światłem odbitym
a źródłem Twojego lśnienia
może być tylko
Bóg
.
.
.
.
.
.
foto: European Pressphoto Agency (EPA)

.
Ja chyba już wiem
co w życiu
jest
najważniejsze
dlatego do Ciebie piszę
bo żaden uczony
filozof
poeta
ani żaden duchowny
Ci tego nie powie
choć połamali ołówki
pisząc te swoje
rozprawy
lecz ja
wiem
i Ci powiem
że najważniejszą rzeczą
na świecie
jest to
czego najboleśniej
i czego nade wszystko
akurat w tej chwili
nam brak
dla ptaka w klatce
to niebo
dla matki
zgubione dziecko
dla nurka w jaskini
tlen
dla starego rybaka
ciche miejsce w porcie
a dla mnie
kawa na tarasie
w niedzielny poranek
z Tobą …
to takie
oczywiste
.

.
Śniło mi się coś jakby
alternatywne życie
po prostu ta zatoka
którą znam tak dobrze
w moim śnie była dłuższa
a za nią
było miasto
z dębu i piaskowca
słoneczne
i puste
i były tam strome
granitowe schody
co wiodły bezpośrednio
na plażę
gdy po nich stąpałem
wydawały cudne
dźwięki
niczym wielki kamienny
fortepian
grały kawiarniany
jazz
no i pies
gdy tylko pomyślałem o psie
zjawił się pies
ideał psa
wszystko zdawało się wołać
„tu wreszcie odpoczniesz
zostań”
jeszcze nie czas – pomyślałem
jeszcze nie czas
pożegnałem się z psem
i wróciłem
tą samą drogą
po owych granitowych schodach
słońce zostawiając
za plecami
tylko ten jazz
wciąż jeszcze
w duszy mi
gra
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
painting: Sung Kim

To jakby powiedzieć ludziom
– wkrótce zamkniemy
wasze miasto
musicie się
wyprowadzić
a oni
zbierają się na rynku
w kościele
we wciąż jeszcze otwartych
knajpach…
– ja pójdę na południe
– ja chyba pójdę na zachód
– jakoś się odnajdziemy
choć pewnie
nic już nie będzie
jak dawniej
pustą ulicą
wiatr toczy plastikowy
kubek
– ostatni gasi światło!
zawołał ktoś z tłumu
lecz nikt się
nie śmiał
.

ROCZNIK 2000
_
Emila to trochę szkoda
wielki chłop
łagodny
nieśmiały
ojciec mu doradził
żeby został księgowym…
a ty co byś wybrał ? – spytano
nie wiem – odrzekł
i wzruszył ramionami
wiele razy
raz za razem
niczym smutny
zrozpaczony przedszkolak
Dawida przyjmą do armii
tyle że na testach
wyszło
że może być jedynie
kierowcą w transporcie
dobre i to – powiedział
„za mundurem panny sznurem”
hehe
poprawił grzywkę
i zmarkotniał
nie mówili już nic
jeszcze tylko
uścisk dłoni
i pójdą
każdy w swoją stronę
szukać szczęścia
miłości
i nadziei
choć z góry wiadomo
jak to się zazwyczaj
kończy
ich ławkę
tę przy boisku do kosza
już zajęli chłopaki
z młodszego
rocznika
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
fot: Akash Kataruka „empty bench”

_
Jeden za drugim
pogodzeni ze światłem
lub nie
wstają od ogniska
i odchodzą w ciemną noc
znikają między drzewami
we mgle
i zapada cisza
a ja wciąż walczę
dmucham na gorące
dorzucam do ognia
wzbijam snopy iskier
lękam się tej ciemności
za plecami
rozpaczliwie się trzymam
tego wątpliwego
blasku
jedynej rzeczy
jaką znam
boję się tej ciemności
za plecami
i trochę zazdroszczę
tym co odeszli
cokolwiek tam jest
oni
mają już To
przed sobą
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
fot: „Black and White Forest” – painting by Don Bowling
–
Drzewa
które umarły
porosną mchem i zbutwieją
a ich martwe ramiona
rozwłóczą młode psy
drzewa
które umarły
mogły być masztami
najdzielniejszych łodzi
albo dumnie podpierać
sklepienie kościoła
choć w sumie
to nie ma znaczenia
bo liczy się tylko ten czas
gdy soki strzykają w korony
liczy się tylko ten czas
kiedy szumią liście
wystawiane zielonym
do słońca
poza tym
tak naprawdę
nie liczy się
nic
.
I znów się zatracamy
w tych naszych rewolucjach
a przecież
cały ten zgiełk
to ledwie odprysk
energii
którą raczy tchnąć
Bóg
całe to Życie
to tylko ulotna mgiełka
pary
na lodowatym
krysztale
wszechświata
.