CZŁOWIEK ZIEMSKI – CZŁOWIEK RAJSKI

_

_

Czasem widzisz człowieka

który

jakby to rzec …

promienieje

wchodzi do pokoju

a ty masz wrażenie

że stało się dziwnie

jasno

że szeroko otwarto

wszystkie okna

bo nagle tak łatwo

tak rześko się

oddycha

i wszystko jest lepsze

ciekawsze

piękniejsze

tylko dlatego

że zjawił się ten ktoś

***

nie było pomyłki

w Księdze Rodzaju

Bóg stworzył człowieka

dwa razy

pierwszego pośród pól

pod gwiazdami

razem z innymi cudami

natury

takimi jak ocean

zwierzęta

i kwiaty

i był to człowiek

ziemski

drugiego człowieka

człowieka rajskiego

ulepił z innej gliny

w swoim ogrodzie

lecz wszyscy wiemy

co tam poszło

nie tak …

to dobrze tłumaczy

jakim cudem ci dwoje

Adam i Ewa

wygnani z Raju

mogli zaludniać świat

człowiek rajski

wmieszał się bowiem

w pulę genów

i arsenał dusz

człowieka ziemskiego

który już wtedy w najlepsze

gospodarzył na Ziemi

***

oni są nadal

wśród nas

rzadko ich spotykamy

ludzi rajskich

lecz to jest zawsze

czyste

nagłe olśnienie

w ich obecności

łagodnieją demony

pękają powrozy

ciernie zmieniają się

w płatki róż

i chce się jedynie być

blisko

w świetle tej ich dziwnej

promieniującej sensem

niebieskiej

aury

i czuć się przez chwilę

jak w niebie …

ja właśnie tak

przed laty

poznałem Ciebie

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Piotr Naliwajko / Achilles ukrywający się w przebraniu kobiecym pośród córek Likomedesa, rozpoznany przez Odyseusza (2013)

STARY OGRODNIK I WIEWIÓRKA

_

_

Właściciele domów letnich

w tym nadmorskim kurorcie

są piękni

jasnowłosi

zadbani

zjawią się tu niedługo

w tych swoich czystych

śnieżnobiałych kostiumach

z kijami do golfa

z lampką wina w dłoni

tacy niedostępni

tak wyniośle życzliwi …

ale jeszcze nie czas

jeszcze nie czas

na razie

roi się tu od ludzi

z innej gliny

tych z czerstwymi twarzami

i włosami w nieładzie

tych z poharatanymi

dłońmi

to ogrodnicy

malarze

cieśle

brukarze

którzy w swoich pick-upach

trzymają pudełka

z kanapkami

i termosy z kawą

mają ziemię

za paznokciami

pożyczają sobie nawzajem

drabiny

albo olej i noże

do kosiarek

i pracują

pracują wytrwale

by wszystko było jak trzeba

gdy państwo przyjadą

na majówkę …

Kalle odstawił grabie

usiadł na murku

przy ogrodowej fontannie

i przez chwilę zachodził w głowę

jak to się właściwie

stało

że znalazł się w tłumie

tych drugich

przecież był taki zdolny

i przystojny

grał na skrzypcach

i na fortepianie

matka mówiła

mój mały książę …

co poszło nie tak ?

po chwili zjawiła się

wiewiórka

ta sama co zawsze

odkroił kozikiem

połówkę jabłka

i jej dał

o czym myślisz ? – spytała

e … mam dziwne wrażenie

że coś zaniedbałem – odrzekł

czegoś nie zrobiłem

a na pewno mogłem

coś tam trzeba było …

inaczej …

to takie uczucie

jak na romantycznym spacerze

kiedy ona pyta

co to za gwiazda

co tak jasno świeci

a ty … nie wiesz

a przecież wiedza

była do ogarnięcia

świat

byl w zasiegu reki

może wybierałem

najłatwiejsze ścieżki

a może się bałem

i ten lepszy świat

przeszedł gdzieś bokiem

nie zatrzymał się

przy peronie

na którym ja stałem …

a jednak możesz tu siedzieć

i cieszyć się słońcem – powiedziała

dla mnie

to jest cały świat

innego

na dobrą sprawę

nigdy nie było mi

trzeba

nic nie odrzekł

pokiwał głową

i tak sobie siedzieli

w słońcu

w milczeniu

każde ze swoją połówką

jabłka.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Emile Claus / Stary ogrodnik (1885)

MOŻLIWOŚĆ WYBORU

_

_

Niegdyś mieliśmy ten komfort 

że mogliśmy wybrać 

jakieś przedszkole 

albo szkołę 

dla naszych dzieci

ocenialiśmy personel

mury

place zabaw …

a raz moja teściowa 

zajrzała nawet do kuchni

i próbowała potraw         

czy aby zdrowe

i nie za słone              

mieliśmy wybór

typując miejsca

któreśmy sami uznali 

za dobre

dla nich

i bezpieczne …

i na tym koniec

a ja tak bardzo bym chciał

mieć tę możliwość

także i teraz                        

chciałbym móc wybrać  

jakiś inny  

lepszy

pewniejszy             

świat 

w którym prędzej czy później 

przyjdzie mi zostawić 

moje dzieci

a samemu 

odwrócić się 

i spokojnie

odejść 

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: wł.

NIEFART

_

Stan nie może spać       

spaceruje po Seattle

przysyła mi kilka

zdjęć                                         

u nich jest 4 nad ranem

u nas jest południe 

jem lunch

i przez jakąś chwilę          

patrzę w telefon 

po czym nagle

sam nie wiem czemu

piszę :    

wróć do tego człowieka 

tego na chodniku 

i daj mu kilka dolarów

(albo wszystko co masz

oddam ci jak wrócisz)

powiedz mu

że to od przyjaciela

który jest jakieś         

8000 km stąd                     

i pomyślał o nim …

nic z tego – pisze Stan

portfel zostawiłem 

w hotelu

odkładam telefon         

i proszę o kawę                     

tamten biedak naprawdę  

nie ma farta w życiu – myślę

do kawy dostałem

brzoskwiniową babeczkę     

w gratisie

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot : Stan

SOLIDNY MĘŻCZYZNA

_

_

Ja wiem 

jakie tu macie procedury

siostro

ale to niepotrzebne

nie siedź tu ze mną            

przez całą noc

nie zwilżaj mi ust

nie ocieraj czoła 

nie trzymaj mnie za rękę

gdy nagle

zacznę ciężko oddychać    

tej nocy chcę zostać 

sam

bo ja mam jeszcze

do pomówienia 

z aniołami

i z samym diabłem

(który jakby nie było

też jest aniołem)

to mogą nie być miłe             

pogaduszki

zostań w dyżurce

siostro

zrób sobie kawę

zadzwoń do chłopaka

prześpij się na sofie

daj mi ten czas

a gdy przyjdziesz rano

będzie po wszystkim

obiecuję …                                

to taki silny

solidny mężczyzna – pomyślała

zawsze musiał taki

być                

zrozumiała                      

wyszła

po cichu domknęła drzwi

a gdy wróciła nad ranem

faktycznie było

po wszystkim

złożyła mu dłonie na piersi

zamknęła mu oczy

postawiła przewróconą

lampę   

wymiotła spod łóżka           

kilka piór

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal:Jacek Malczewski / Portret Stanisława Bryniarskiego (1902)

POETA I DUKATY

_

_

Królowa ujęła    

pergamin w obie dłonie 

i przycisnęła go    

do piersi

ten wiersz – powiedziała

to arcydzieło

pod każdym względem

ten wiersz to rubinowe 

jajko Fabergé

tętniące od środka

pulsem galaktyki

cały kosmos zawarłeś

w ledwie kilku 

słowach

nikt

nigdy

nie zagrał tak pięknie

na harfie mej

wrażliwości

jako dowód wdzięczności

na twą cześć 

poeto

jeszcze dziś każę nazwać 

twym imieniem 

najpiękniejszy z kwiatów   

w mym pałacowym ogrodzie

dziękuję

możesz odejść …

więc posłusznie wyszedł 

w głębokim

poddańczym pokłonie 

trochę zawiedziony

jako że liczył 

na choć kilka

dukatów

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Piotr Naliwajko

NIEŚMIERTELNOŚĆ  CZYLI WIERSZ DŁUGI  NUDNY  I PO GŁĘBSZYM NAMYŚLE  MAŁO KOMU POTRZEBNY … JAK SAMA NIEŚMIERTELNOŚĆ  WŁAŚNIE 

 

_

_

Świat był jedną   

wielką 

cuchnącą kałużą

przeżyłem kolejny dzień

ale jakby mnie przy tym

nie było             

i nie dbałem o to  

miałem już wszystkiego

naprawdę dość                  

więc ukradłem samolot

lecz inaczej niż tamci piloci

co w kleszczach desperacji

pikowali ku ziemi

ja poleciałem w górę

coraz wyżej                      

i wyżej                        

w zimny kosmos

w brak tlenu

to też jest metoda – pomyślałem  

lecz gdzieś w górnych warstwach 

stratosfery

śmigło przestało się kręcić             

i zaległa cisza

samolot płynął jak łódka

lekko się kołysząc                

dryfował coraz wolniej

powoli

aż głucho stuknął brzuchem       

o jeden z obłoków            

i wysiadłem              

i poszedłem przed siebie

i na jakiejś polanie

zobaczyłem wodospad

spadający gdzieś z góry

lecz nie z krawędzi skały

tylko jakby z nieba

i sam nie wiem dlaczego

zdjąłem ubranie                     

i stanąłem nagi                         

pod tym wodospadem

a woda zmyła ze mnie

wszystkie moje fizyczne

troski oraz bóle                

i poczułem się czysty

i lekki

jak nigdy dotąd

niewypowiedziana 

świeżość …

(trudno mi znaleźć słowa 

by ją tu opisać)                  

a moje ubranie

leżące w bujnej trawie 

było nagle wyprane                

czyste

i pachnące   

i gdy je włożyłem

powiedziano

“teraz jesteś gotów  

by się spotkać z Bogiem

skoro tu trafiłeś                            

będziesz mógł zadać jedno            

jedyne pytanie

i stanąłem przed obliczem 

Pana

który zresztą wyglądał

jak św. Mikołaj

(wtedy dotarło do mnie

że to On osobiście            

musi każdego roku 

e …mniejsza o to)

pytaj zatem – powiedziano

więc pamiętając powody

dla który się tu znalazłem

zapytałem :                            

czy Bóg mógłby 

duszę człowieka 

zmielić

zetrzeć w pył 

i zdmuchnac

tak by nie zostało 

nic

by jej już nie było

w niebie

w piekle

ani na ziemi

i nigdzie ?

zdumiało         

zasmuciło 

to moje pytanie

jako że nikt nie zakłada 

takiego obrotu spraw

“nieśmiertelność – powiedziano

jest pragwoździem 

którym definicję duszy                         

przybito na drzwiach 

katedry wszechrzeczy

a katedra owa

nie ma granic w czasie

ani ram w przestrzeni

a kazda dusza

to samotny galernik

w pocie czoła płynący 

w górę rzek przeznaczenia                 

które to rzeki z kolei 

nie mają źródeł               

ani ujść nie mają 

są nieskończone

nieśmiertelność duszy

to dar niezbywalny …

albo krócej mówiąc

zapomnij

wieczność macie

od zawsze  

na zawsze

w pakiecie

to powiedziawszy

nakazono mi odejść  

kiedy ja jestem strasznie

tak strasznie

śmiertelnie zmęczony  – powiedziałem jeszcze

i wtedy Pan nagle 

zrobił się cały 

niebieski

zerwał się od biurka

i rzucił papierami

i byłby skoczył do mnie

lecz go powstrzymano

ty jestes zmęczony ?!

ty ?! –   zawołał   

a co ty myślisz że ja               

że ja sam

nie mam już tego wszystkiego

naprawdę kuria 

dość ?!

paszoł won !

won !!!

wołał jeszcze   

grzmiał

ciskał gromy

i zabrano mnie stamtąd w popłochu

i bez słowa wysłano na ziemię …

odstawiłem samolot

do hangaru

(nikt nie zauważył)

i wróciłem do domu 

świat był nadal jedną

wielką

cuchnącą kałużą

ale teraz w dodatku 

już na pewno bez żadnej 

nadziei

że to się kiedykolwiek   

zmieni.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Alegoria Nieśmiertelności / Giulio Romano (ca 1540)

PRAWDA

_

_

Czasem budzi mnie w środku nocy

coś jakby naga prawda

w swej najczystszej

odartej ze złudzeń postaci

i oto widzę wyraźnie

moją durną

siermiężną przeszłość

poszarpane teraz

i co najgorsze

moją przyszłość …

(to nie jest przypadek

że statystycznie

najwięcej zawałów u mężczyzn

w moim wieku

ma miejsce w poniedziałki

o piątej nad ranem)

obracam mokrą poduszkę

na drugą stronę

uspokajam serce

i zasypiam z kołdrą na głowie

a potem

przy śniadaniu

obieram jajko ze skorupki

i kroję pomidora na ćwiartki

schludnie

elegancko

z wielką wprawą

jak gdyby nie stało się

nic.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

ilustr: Dari Zuron (דרי)

MŁODY BÓG

_

_

Jestem zmęczony

rób teraz co chcesz – powiedziałem

i padłem na plecy

na zimne prześcieradło

gdy wracała z łazienki

światło ulicznej latarni

wpadało przez otwarty

balkon

i lśniło na jej nagiej

mokrej skórze

niczym światło księżyca

na tafli baśniowego

jeziora

jej piękne

długie włosy

z wolna omiotły

moją twarz

potem pierś

potem brzuch

młody bóg – szeptała

młody bóg …

ujrzałem ją przypadkiem

40 lat później

te jej długie włosy

były całkiem siwe

choć wciąż piękne

przeszła obok

nie zawołałem

hej !

to ja !

pamiętasz ?

bo się wstydziłem

i bałem

że tamto wspomnienie

popęka i trzaśnie

jak krucha porcelana

chciałem by pozostało

niewzruszone

zawsze lśniące

i dla niej

i dla mnie.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

mal: Adam i Ewa / Tamara de Lempicka (1932)

RACHUNEK SUMIENIA

_

_

A potem z martwych 

wstał

i odszedł     

i nikt Go już więcej 

nie widział

chociaż …

kiedyś podobno 

zjawił się w jakimś

amerykańskim show              

w katolickiej stacji o nazwie 

“Rachunek sumienia”

czy coś w tym rodzaju           

i kiedy przyszlo do pytań 

ktoś z widowni zawołał:

poruszająca historia                            

ale czy warto było ?!

zaległa kłopotliwa 

cisza

słychać było jedynie

buczenie potężnych

reflektorów                      

a On milczał 

nie odpowiedział

minę miał                            

frasobliwą    

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

fot: Alexey Kondakov